Ostatnio jest bardzo głośno o hygge. O duńskiej sztuce szczęścia można przeczytać nie tylko na blogach, ale i w gazetach, na portalach, czy usłyszeć o niej w telewizji. To ciekawe słówko hygge intryguje chyba każdego. Ale co ono tak właściwie znaczy?

Pośród gwiazdkowych prezentów pod choinką znalazła się dla mnie książka M. Wiking „Hygge. Klucz do szczęścia.” Oczywiście zachwycona tematem zaraz po rodzinnych biesiadach zabrałam się za czytanie.

Hygge. Co to takiego?

Hygge, czyli duńska sztuka szczęścia. Według badań Duńczycy to najszczęśliwszy naród na świecie. A samo hygge określa uczucie spokoju, przyjemności, wdzięczności czy bezpieczeństwa. Słowo nie ogranicza się tylko do jednej kwestii – ma szerokie zastosowanie. Hygge w Danii jest używane praktycznie ze wszystkim. Restauracja, nastrój, towarzystwo wszystko może być hygge. Wszystko co czyni nas szczęśliwymi.

„Nie można kupić szczęścia, ale można kupić ciasto, a to prawie to samo.” To zdanie utkwiło mi najbardziej z tej książki. A co najbardziej mnie zadziwiło, to to, że chwilę później autor pisze: Slow food też jest hygge. Wydaje mi się, że chodzi w tym wszystkim o to, żeby stwarzać sobie atmosferę, która czyni nas szczęśliwymi. To także nagradzanie siebie, celebracja chwil. Z czym Duńczykom kojarzy się hygge? To przede wszystkim gorące napoje, świece, kominek, Boże Narodzenie, gry planszowe, muzyka, Święta. Czy to Wam czegoś nie przypomina?

Podoba mi się, że książka nie jest typowym poradnikiem i nie znajdziemy tam porad w stylu: „Zrób tak i tak, a będziesz hygge.” Autor przekazuje w tej książce cała filozofię hygge. Wiking pokazuje czym ona jest, jak kojarzy się Duńczykom i gdzie ją można znaleźć. Jednak jego propozycje są nienachalne i raczej uświadamiają czytelnika, niż narzucają. Mamy wybór czy chcemy spędzać czas w klimacie i tworzyć atmosferę hygge. Połączenie prostoty i pięknych fotografii sprawia, że książka wciąga nas w szczęśliwy, magiczny klimat.

Polskie hygge?

Nie ma polskiego odpowiednika słowa hygge. Jednak czy nie kojarzy się Wam to z naszą gościnnością, rodzinnymi biesiadami, Świętami, jesiennymi wieczorami z książką, grzanym winem przy kominku? Wszystko to mamy na wyciągnięcie ręki. Od nas zależy czy chcemy to wprowadzić do naszego życia i jak na to spojrzymy. Czasami przyziemne sprawy mają w sobie klimat, który trzeba tylko w sobie odkryć.

A co gdyby tak wymyślić polskie słówko odpowiadające hygge? Jedno słówko, które odzwierciedlałoby cała naszą magię świąt, atmosferę świec, wspólne biesiadowanie. Myślicie, że to by się przyjęło?

Polecam książkę jeżeli macie ochotę się odprężyć i pobyć w takim klimacie. Nie tylko na jesienno – zimowe wieczory, ta pozycja jest aktualna zawsze. Tylko od nas zależy jak wykorzystam jej filozofie.

Czytaliście tę książkę? Podobała się Wam?