Czy da się pogodzić rozwój, walkę o marzenia z slow life?

Kierunek samorozwoju, pracy, realizowania pasji, kariery zawodowej, swoich marzeń bardzo kłóci się z modnym ostatnio slow life, czyli życiem tym co jest tu i teraz. Czerpaniem z niego tego co najlepsze. Właśnie chciałabym, żeby ten blog był takim połączeniem tego. Tylko czy da się pogodzić rozwój, walkę o marzenia z slow life?

Na pewno znajdą się osoby, które powiedzą, że kategorycznie się nie da. Albo się ciśnie i daje z siebie wszystko, albo odpuszcza i cieszy  każdą chwilą swojego życia. Ja powiem, że się da to pogodzić, tylko trzeba znaleźć na to swoją równowagę, tzn. złoty środek. Reguła środka sprawdza się praktycznie za każdym razem i warto jej szukać, gdy jest się rozchwianym pomiędzy dwie różne sprawy. Pomaga ona wracać do swojej harmonii. Zasada sprawdza się, w przypadku skrajności np. nadopiekuńczość albo brak totalnego zainteresowania dzieckiem, całkowite oddanie się pracy.

Jeżeli sukces jest na pierwszym miejscu to praca na wysokich obrotach jest normą. Liczy się efekt. Jednak są momenty kiedy chce się spędzić ten czas na pełnym luzie z rodziną, w fajnym towarzystwie. Sukces to nie tylko realizacja zawodowa, to spełnienie siebie, swoich pragnień i połączenie tego z dobrą codziennością. Taką w której jest czas dla siebie i bliskich.

Rozwój, praca, kariera to są sprawy bardzo ważne w życiu i ciężko prowadzić życie w całkowitym trybie slow. Każdy ma jakieś obowiązki, praca pochłania przynajmniej 8h dziennie, a chcąc coś osiągnąć trzeba się po prostu zaangażować i poświęcić swój czas. Nic nie przychodzi łatwo. Natomiast ciągle oddając się pracy można mieć poczucie, że życie gdzieś ucieka przez palce i brakuje czasu dla siebie.

Jak pogodzic rozwoj, z walka o marzenia i slow life

Czy da się pogodzić rozwój, walkę o marzenia z slow life?

Skoro ma być zgodnie z równowagą to najważniejsza kwestią jest planowanie i organizacja. Dzięki dobremu planowaniu, wyznaczaniu priorytetów można naprawdę mieć trochę więcej czasu. Kiedyś pisałam Wam jak można zyskać godzinę w ciągu dnia. Dobry plan ma to do siebie, że najgorsze, najcięższe, najważniejsze zadania wykonujemy od razu. To są PRIORYTETY. Po ich wykonaniu łatwiej się zorganizować i czas płynie przyjemniej, bo nic ważnego nie krąży w głowie.

Warto wyznaczać sobie ramy czasowe na wykonywanie danych czynności, a w kalendarz wklepać czas na rozwój, czyli na czytanie, e – kursy, naukę. Często wkręcamy się w wir pracy i zapominamy o całym świecie, to dobrze, ale warto sobie wyznaczyć granicę. Właśnie po to żeby nie żałować, że coś nam umknęło. Kiedy chcemy spędzić weekend na totalnym luzie to wiadomo, że w tygodniu spinamy się i pracujemy więcej, tylko po to, żeby później odpuścić. To jest ważne, żeby się nie wypalić, naładować i działać ze świeżą energią.  W tym pomaga samodyscyplina.

Łatwym i dobrze znanym mykiem jest też wcześniejsze wstawanie. Dzięki temu zadania z południa wykonuje się rano i później jest czas na łapanie chwil. To jest proste i bardzo praktyczne. No chyba, że ktoś kocha spać, to później musi nadrabiać, a tego czasu slow jest już dużo mniej, albo nie ma go wcale. Zdecydowanie jestem rannym ptaszkiem i najlepiej mi się działa od rana, dlatego wtedy się spinam, żeby później mieć czas na zabawę z dzieckiem, książkę.

Oczywiście jest wielu przeciwników wielozadaniowości i w sumie ja też nie jestem za tym, żeby łączyć dwie istotne sprawy ze sobą. Jednak są takie zajęcia, które nie wymagają specjalnego skupienia się jak np. mycie naczyń, wieszanie prania czy prace w ogródku. Można je wtedy śmiało połączyć np. z słuchaniem podcastów. Wielozadaniowość w takich przypadkach jest praktyczna i pozwala zaoszczędzić trochę czasu.

Nastawienie z jakim podchodzi się do pracy, realizuje pasje jest bardzo ważne. Kiedy jest ochota i zaangażowanie to działanie idzie sprawnie, gorzej jest wtedy kiedy nastawienie jest kiepskie. Dużo mozolniej idzie praca, a co za tym idzie – jest mniej czasu na swoje przyjemności. Dobre nastawienie pomaga w zachowaniu równowagi pomiędzy rozwojem osobistym, a życiem w trybie slow.

Jest wiele preferencji jeżeli chodzi o odpoczynek, łapanie chwil. Ile ludzi tyle możliwości. Jednak stawiałabym tutaj na dobry, jakościowy czas, który rzeczywiście pomaga nam się zrelaksować, odprężyć. No i oczywiście akceptacja tego odpoczynku, żeby z tyłu głowy nie kłębiły się myśli ile w tym czasie moglibyśmy zrobić. Równowaga przede wszystkim.

To moje sposoby na pogodzenie rozwoju z slow life. Jak widać da się, tylko trzeba to wszystko ogarnąć po swojemu. Wyznaczyć sobie granice i dobrze zaplanować zajęcia, którym chcemy się oddać. Czas się znajdzie zawsze i to nie jest wyczyn. Popadanie w skrajności nic nie daje, tylko ucieka nam ta piękna codzienność. Łapmy chwile i działajmy.

Jestem ciekawa jak Wy podchodzicie do tego? Umiecie pogodzić rozwój osobisty, walkę o marzenia z slow life?
  • Apropos nastawienia do pracy. Dodałabym, że siadając do pracy warto wejść mentalny tryb produktywności. Chodzi o stan umysłu dający maksymalne skupienie. Jeśli zabierzesz się do pracy będąc w mentalnym trybie relaksu to praca zajmie dwa razy więcej czasu.

    • Słuszna uwaga 🙂 W pracy trzeba być skupionym inaczej nici z efektywności 😉

  • Mi się c za sem udaje, a czasem nie..właśnie chyba zależy od tego nastawienia i to jest klucz:) ja czasami jestem aż za bardzo wielozadaniowa i robię tyle rzeczy na raz, że jak mnie to zmęczy, to potrzebuję dłuższego odpoczynku 🙂 teraz np.przez dłuższy czas mam tryb robota – pracuję ilr się da, żeby mieć długie wakacje i odpoczynku co nie miara, gorzej że tryb nicnierobienia szybko mi się nudzi i znowu wskakuję na wysokie obroty 😅 największą wadą takiego trybu jest szybkie męczenie się i czasem chyba jedbak powinnam bardziej zwolnić, albo zostać gdzieś pomiędzy i znaleźć na to złoty środek tak jak piszesz:)

    • Złoty środek jak najbardziej się sprawdzi. Wiem coś o tym, ciężko wysiedzieć w miejscu, ale z drugiej strony trzeba odpoczywać, żeby się nie „wykończyć.” Taki podział efektywnej pracy z luźnymi chwilami działa dobrze na pracę i na nasz organizm 🙂

  • Megly

    Szczerze mówiąc ciężko na to odpowiedzieć jednoznacznie. Jak pracowałam na etacie (posada, jaką miałam wydawała mi się na tamten moment moim marzeniem) nie miałam czasu na nic. Slow life to było dla mnie pojęcia totalnie oderwane od rzeczywistości.
    Po jakimś czasie była zestresowana, z ogromnymi zaległościami w życiu prywatnym i towarzyskim. Zdecydowanie wolę pracować z domu i tutaj lepiej wpleść mi mój ukochane slow life, który daje szczęście, wyciszenie i harmonię.
    Pozdrawiam cieplutko 🙂

    • Wszystko zależy od nas samych, bo każdy z nas jest inny. Kiedy robimy to co kochamy znacznie łatwiej nam odnaleźć swoją równowagę. To w dużej mierze zahacza o nasze nastawienie 🙂

  • Wiele zależy od priorytetów, co jest dla nas najbardziej istotne w perspektywie długoterminowej, jak i w danym momencie. Myślę, że slow life, czy też work-life balance to pojęcia bardzo subiektywne i dla każdej osoby mogą oznaczać zupełnie coś innego. Ważne, aby cieszyć się z tego, co się robi i czuć pasję! 🙂

    • Wiadomo, że każdy z nas jest inny. Ale kiedy czujemy, że nasze życie idzie dobrym torem i jesteśmy zadowoleni z naszej codzienności to wtedy jest „idealnie.” Grunt to żyć w zgodzie ze sobą:)

  • Wszystko pewnie zależy, kto ma jakie marzenia, moje idealnie wpisują się w zasadę slow life 😉

  • Jak sama na wstępie wspomniałaś, zależy co dla kogo jest oznaką sukcesu, spełnieniem, szczęściem… Na moim starym blogu prowadziłam podobne dyskusje i część osób twierdziła, że np. uwielbiają życie w biegu, wypełnione zajęciami w każdej minucie.

    • Ja też lubię jak dużo się dzieje, ale lubię też spędzać czas z rodziną, dlatego ta równowaga jest ważna. Nie zawsze wszystko jest albo czarne albo białe 😉

  • Szybkie tempo to to co lubię. Lubię jak się dzieję, jak mam urwanie głowy. Taki tryb życia po prostu lubię. Ale czasami potrzeba czasu na odpoczynek, na zwolnienie i chwilę relaksu. I to też sobie daję. Wtedy, kiedy tego potrzebuję. Wszystko da się ze sobą pogodzić. A jeśli ktoś myśli, że nie da to po prostu nie znalazł jeszcze swojego sposobu na to. A samo znalezienie tego sposobu to już bardo trudne zadanie. Równowaga jest dla mnie bardzo istotna. A moją równowagę wytycza mi mój własny organizm, który wie, kiedy można cisnąć, a kiedy trzeba trochę wyhamować. Wystarczy słuchać siebie i wtedy myślę jest to do pogodzenia. 🙂

    • O tak, słuchanie swojego organizmu jest bardzo ważne. Czasami daje nam on sygnał zwolni, my go nie słuchamy i później choroba, albo jakieś przewlekłe zmęczenie się pojawia.
      Znalezienie swojego sposobu jest warte poświęcenia tego czasu 🙂

  • Pogodzenie wszystkich sfer jest dosyć trudne, ale da się to zrobić. Najważniejsze dla mnie jest wyznaczanie priorytetów i zaczynanie dnia właśnie od nich. Później rzeczywiście praca idzie o wiele łatwiej 🙂 Planowanie czasu na rozwój to też świetna sprawa, sama często łapię się na tym, że jeśli nie zaplanuję choćby kilkunastu minut na naukę, e-kurs to ten czas sam się nie znajdzie. Także dla mnie planowanie to podstawa zrównoważonego życia 🙂

    • Zdecydowanie równowagę w życiu odnajdujemy między innymi dzięki planowaniu. Ostatnio wydaje mi się, że jest ono kluczowe w życiu, czym bardziej kombinuje w swoim planowaniu tym bardziej uświadamiam siebie jak mi ono pomaga 😉

  • Slow life jest mi ostatnio bardzo bliski. Staram się pogodzić taki tryb życia zarówno z rozwojem swojej firmy jak i z życiem prywatnym. Lepsza organizacja pracy naprawdę dużo pomaga i pozwala odzyskać sporo czasu. Często zastanawiam się gdzie jeszcze można zwolnić, aby nie wpłynęło to negatywnie na moją działalność. Nie zawsze się udaje.

    • Nie zawsze się udaje bo zapewne są jakieś sprawy, których nie można odpuścić w danym momencie, ale można później poświęcić trochę więcej czasu na życie prywatne 😉

  • Wiesz, ja na rozwój patrzę jak na drogę do uzyskania dobrego, spokojnego życia. Kursy czy praca nie są dla mnie celami samymi w sobie. Mimo to, jak każdy, potrafię się zatracić w „work” i przeznaczać zbyt mało czasu na „life”. Moim zdaniem to, co pomaga, to postawienie sobie jakiejś górnej granicy. Świadome założenie tego, co tak naprawdę w życiu chcemy osiągnąć i zgoda na to, że pewnie dalibyśmy radę więcej, ale właśnie po to, aby życie nie przeciekło nam przez palce – wybieramy mniej… Żyje mi się lepiej odkąd postanowiłam, że nie będę się uczyła piętnastu nowych języków obcych, robiła milionów staży i praktyk po studiach, zmieniała pracy co chwila. A jednocześnie dbam o to, żeby iść do przodu, sprawdzam czy jestem obecnie w lepszym miejscu niż rok temu i jeśli bilans jest ujemny – działam.

    • Wyznaczenie priorytetów, własnych wartości pomaga w znalezieniu swojej równowagi, czy tak jak napisałaś górnej granicy. To dla mnie taki moment, w którym wiem że trzeba zwolnić, poświęcić czas na coś innego. Kiedyś często łapałam kilka „srok za ogon” i nic z tego nie było. Tak więc jeden kurs, jeden język – jestem jak najbardziej na tak 🙂

  • Równowaga pomiędzy pracą a odpoczynkiem to coś nad czym pracuję. Muszę się sama pilnować, żeby iść, odpocząć. Świetnie pomagają mi w tym dzieci – dla nich warto oderwać się od komputera i cieszyć się spokojną chwilą 🙂

  • Pingback: Dlaczego warto planować? - Makehappylife.pl - blog o szczęściu, rozwoju i codzienności()

  • Sarkazm przy kawie

    Masz rację, planowanie i organizacja są ważne. Niestety, im bardziej planuję tym bardziej denerwuję się, jak mi się to z jakiś przyczyn posypie…i wtedy nie ma żadnego slow – wręcz przeciwnie 🙂

    • Może zbyt wiele sobie narzucasz od razu? Lepiej ustalić priorytety i tego sie trzymać, a resztą się nie spinać 😉

  • Najbardziej chciałabym trochę wcześniej wstawać, ale jest to mało realne ze względu na to, że bardzo późno chodzę spać 😉 Taki tryb życia w sumie mi odpowiada, ale wolałabym czasem mieć więcej czasu dla siebie i dla pracy, tymczasem z powodu pracy męża spędzam całe dnie sama z córką i pracuję z doskoku, co może okazać się uciążliwe, kiedy będę teraz rozwijać swoją działalność.

    • Ja póki co też tak mam z doskoku 😉 Tylko ja nie potrafię działać w nocy. Zdecydowanie bardziej efektywna jestem od rana 🙂

  • Zgadzam się z Tobą, równowaga sprawdza się we wszystkim i trzeba ją odnaleźć lub wypracować. Ja mam skłonności do zbytniego angażowania się w pracę i rozwój, dlatego ciągle szukam tej równowagi. A z własnego doświadczenia wiem, jak bardzo jest ważna. Wszystko w nadmiarze prowadzi do wypalenia i zniechęcenia. Dlatego warto dbać o każdą sferę życia, uczyć się planować, ale też uczyć się odpuszczać.

    • Czasami ciężko wypracować sobie swoja równowagę, ale warto o to zadbać. Właśnie nadmiar może prowadzić do wypalenia, ale też ciągła aktywność sprawia, że jesteśmy po prostu zmęczeni.

  • Hej 🙂 Poruszyłaś bardzo ciekawy temat. Dodam do niego jeszcze moją cegiełkę: bardzo często mam wrażenie, że mówiąc „rozwój osobisty” mamy na myśli głównie ten, który dotyczy sfery zawodowej lub chociaż takich „twardych umiejętności miękkich” jak ja to nazywam, czyli samodyscypliny, produktywności, budowania nawyków ułatwiających dążenie do jasno wyznaczonych celów, najczęściej zawodowych, ale czasem też prywatnych, związanych ze sferą materialną (dom, mieszkanie, podróże, finanse). To oczywiście wartościowa sfera, ale przecież rozwijać można się też w innych aspektach, tych bliższych sferze psychologicznej czy duchowej – to było moje pierwsze skojarzenie po przeczytaniu tytułu i Ty też ciut o tym piszesz, np. w akapicie o planowaniu odpoczynku.

    Tak mi się wydaje, że właśnie tę bardziej osobistą sferę życia zaniedbujemy bardziej niż karierę. W końcu swoich umiejętności, osiągnięć i doświadczeń z tej dziedziny nie trzeba nikomu prezentować w formie CV, mniej je też widać niż osiągnięcia zawodowe (chociaż… czy na pewno?), nie pochwalimy się nimi rodzinie ani znajomym, nie zasłużymy w ten sposób na pomruki uznania. 😛 Może dlatego ciężej nam się za tę sferę zabrać.

    A wracając do rozwojowo-slowlifowych sposobów, u mnie jak u Ciebie: planowanie odpoczynku (i w ogóle planowanie fajnych chwil prywatnych! Bo czemu by ich nie planować?), podcasty, ale też czytanie wartościowych książek (szkoda mi czasu na te, które nic dobrego mi nie pozostawią, ale przecież to nie tylko poradniki), listy osobiste (spisywanie istotnych rzeczy), różne formy pisania, wdzięczność (niekoniecznie zapisywana, choć to dobry wstęp, ale po prostu takie nastawienie do świata), równowaga, choć ja rozumiem ją trochę inaczej – nie jako szukanie środka, bo ten środek zawsze będzie tam, gdzie my uważamy że leży rozsądek, a to nie zawsze jest prawda, bardziej jako wyciszenie, spokój, akceptacja. Właśnie: AKCEPTACJA. Mega ważne. I jeszcze coś: miks zainteresowań. Uważam, że to jest dużo zdrowsze podejście niż zafiksowanie się na jednej rzeczy. Rezygnacje. Z tego, co nie służy i z nadmiaru w różnych aspektach. Powinnam jeszcze dodać: odpowiednia ilość snu, ale przyznaję, że z tym u mnie ciężko. Ale nad tym pracuję, bo wiem, że wcześniej czy później ciało się upomni. W ogóle ostatnio temat dbania o zdrowie u mnie bardzo na czasie i na tym chcę skupić więcej energii, bo zaczynam widzieć, że tę ciągłą, wierną pracę dla nas trzeba swojemu ciału wynagradzać. 😀

    I jeszcze jedna kwestia: czas dla siebie. Naprawdę WOLNE kilkanaście minut każdego dnia. Bez partnera, bez znajomych, bez pracy, bez zadań, bez planera. I bez multitaskingu. Po to, by lepiej komunikować się z samym sobą. Żeby mieć czas pomyśleć. Zauważyć swoje potrzeby, nastroje. Oczyścić umysł z bałaganu (jak inaczej wpadać na dobre pomysły?). Zapytać siebie czego chcemy. Podstawa podstaw, bez której wg mnie ani rusz. I z doświadczenia powiem, że jeśli uciekamy od tej chwili ciszy do różnych zadań, twierdzimy że nie mamy czasu, że coś nam wtedy ucieknie, że to strata czasu, gdy trzeba biec, to znaczy, że coś nas w tej ciszy i kontakcie ze sobą uwiera. I najbardziej potrzebujemy właśnie tych kilkunastu minut dla siebie, by coś przepracować.

    Jak zawsze wyszedł mi esej. 😛

    • Dziękuję Ci za taki konkretny komentarz 😉

      W sumie pod rozwój podciągnęłabym wszystko co nas wzbogaca zawodowo, prywatnie, materialnie, duchowo. Co nas rozwija w jakimś kierunku. Niektórzy to zaliczają tylko do konkretnych kategorii, a jednak tak nie jest.

      Sfera osobista jest bardzo ważna, bo dzieki niej budujemy inne. Tak samo jak ważne jest dbanie o siebie, o swoje samopoczucie, swój czas.
      Masz rację każdemu należy się wolne kilkanaście minut codziennie. Trzeba samemu ogarnąć się ze swoimi myślami, może pomedytować. Po prostu taki reset od wszystkiego 🙂