Szczęście jest jak komórka

Szczęście jest jak komórka, ale nie mam tu na myśli telefonu. Chodzi mi raczej o komórki macierzyste, bo przecież gdy się dzielą to się mnożą, a to zupełnie tak samo jak ze szczęściem.

Co to w ogóle jest szczęście? Nie da się tego jednoznacznie zdefiniować. Każdy z nas jest inny i ma inne poczucie szczęścia, inne emocje, inne odczucia. Dla kogoś szczęście to będzie posiadanie domu, zdrowej rodziny, awans w pracy, a komuś innemu wystarczy polny kwiat podarowany przez dziecko. Możliwości może być wiele, bo wszystko zależy tak naprawdę od nas. Radość z niuansów w życiu, docenianie, wdzięczność, takie postawy budują ogólne szczęście w naszym życiu. Sprawiają, że jest ono ciągłe. Przecież nie trzeba czekać na coś wyjątkowego, na wielkie wow, żeby po prostu czuć się szczęśliwym. Czy dzień ślubu jest bardziej szczęśliwy od każdego dnia, kiedy budzimy się przy ukochanej osobie? Ktoś powie, że tak, bo był wyjątkowy, bo wspólnie celebrowaliśmy ten dzień, a czy codzienności już nie można?

Świadomość tego, że poczucie szczęścia zależy od nas jest kluczowe. To nie tylko pełna radość od czasu do czasu, od świąt do wakacji, od weekendu do weekendu. To czerpanie przyjemności z każdego dnia. Bo to każdy kolejny dzień buduje nasze życie, a nie tylko wybrane momenty.

Szczęście jest jak komórka

„Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, gdy się ją dzieli”

Autorem tych słów jest Albert Schweitzer niemiecki filozof, który dostał Pokojową Nagrodę Nobla. Niósł on pomoc innym i to go uszczęśliwiało. Czy dawanie innym, dzielenie się może dawać szczęście?

Myślę, że to jest podstawa w życiu, bo szczęście to nie tylko branie, ale przede wszystkim dawanie. Dzielenie się z innymi powoduje u nich i jednocześnie u nas poczucie zadowolenia. I wcale nie chodzi tu o dawanie dóbr materialnych, o poświęcanie siebie całkowicie i pozbawienie się swojego życia, majątku. Chodzi po prostu o zwykłą przyjacielską pomoc, wsparcie, dobre słowo. Zbyt mało uwagi w obecnych czasach przywiązuje się do drobnych gestów. Pomoc często jest rozumiana jako forma pożyczki pieniężnej, a radość w postaci podarowanego prezentu. W takim razie czy już nie wystarczy być?

Gdybyście nagle dowiedzieli się, że Wasze dobre słowo zmieniło życie innego człowieka? Wasze wsparcie pomogło odbudować pewność, radość, zmotywowało do działania. Czy nie zrobiłoby to wrażenia? Na pewno poczulibyście ogromną moc w sobie i chęć dzielenia się z innymi. Radość, którą można dać nie potrzebuje wielkiego wysiłku. Czasami na dobry gest czeka Pani ekspedientka, albo samotny sąsiad. Szczery uśmiech, miłe słowo to nie kosztuje nas wiele, a może wiele zmienić.

Uśmiech tak naprawdę bywa magiczny. Wszyscy jesteśmy zabiegani i pędząc między pracą, a domem, zakupami, szkołą, …, zapominamy żeby się po prostu do siebie uśmiechnąć. Odwzajemnić uśmiech pani w kolejce, autobusie. Pędzimy przed siebie z często zamyśloną, pochmurną miną. Wiem, wiem, teraz napiszecie, że nie da się być zawsze zadowolonym i uśmiechać cały czas – zgadzam się, są różne sytuacje w życiu. Tylko czy pochmurnym się da? Można mieć cały czas niezadowoloną minę? Uśmiech przecież nic nie kosztuje, może poprawić samopoczucie nie tylko napotkanej osoby, ale i nasze.

Dzielenie się szczęściem to nie tylko oczywiście dawanie. Jest to rozumiane w rożny sposób. Przez emanowanie optymizmem, szczęściem też może zarażać innych. Podobno jesteśmy „wypadkową 5 osób, z którymi przebywamy” (Rohn), więc postawa jak najbardziej oddziałuje  na zachowanie, myślenie, samopoczucie. W taki sposób też można mnożyć szczęście. Są takie osoby, z którymi tylko przebywając od razu poprawia nam się humor.

Szczęście to nie tylko branie, to przede wszystkim dawanie i oddziaływanie. Dawanie siebie innym, swojego dobrego słowa, pomocnej ręki, ładniejszego kawałka ciasta. To sprawianie, że czyiś świat może być przez chwilę piękniejszy, bardziej radosny.

Życzę Wam dużo uśmiechu na co dzień! 🙂