Czego dorośli mogą nauczyć się od dzieci?

Właśnie czy to nie brzmi dość dziwnie? Czy dorośli rzeczywiście mogą czegoś nauczyć się od dzieci? Przecież to my mamy być dla nich przykładem, uczyć je życia, wspierać w codzienności. Jednak są sprawy, w których to my mamy sporo do nadrobienia.

Jak długo funkcjonuje ten Świat normą jest, że to rodzice przekazują dzieciom podstawowe zasady funkcjonowania w społeczeństwie. Na co dzień uczymy je mówić, pisać, rozróżniać kolory, przekazujemy im jak to wszystko „działa.” Do tego staramy się wychować je jak najlepiej, żeby były dobre, grzeczne, kulturalne. Tylko czy to wystarczy? Z czasem dzieci chłoną nasze zachowania i wtedy się wszystko zmienia.

Z drugiej strony my też możemy nauczyć się czegoś od dzieci. One mają w sobie niepohamowaną energię, beztroskę, otwartość. Nie bez powodu mówi się, że rodzą się jako czysta kartka. Nie znają ograniczeń, smutku, zazdrości, nie oceniają. Czy życie nie byłoby bardziej przyjemne, gdybyśmy choć trochę byli jak dzieci?

 

Komplikowanie zycia to nasza specjalnosc

Czego dorośli mogą nauczyć się od dzieci?

Bycia tu i teraz

Dzieci są świetnym przykładem na to, że da się być tu i teraz. Nie rozpamiętują tego co było, nie przejmują się tym co będzie. Nie gdybają i nie analizują. Cieszą się dniem obecnym i nie czekają na lepszy moment. Kiedy chcą coś zrobić to nie zastanawiają się czy może teraz jest ten czas, czy dopiero za chwilę. Po prostu robią to i mają przy tym nieziemską odwagę. Są na maksa zaangażowane w codzienność i nie ważne czy się bawią, rysują, gonią, jedzą obiad. W każde zajęcia wkładają maksimum siebie i żyją teraźniejszością.

Podnoszenia się z porażek

Pomyślmy jak to małe dziecko od urodzenia ma pod górkę 😉 Musi nauczyć się chodzić, jeść, mówić, funkcjonować w społeczeństwie, z czasem pisać, czytać. I to nie jest tak, że za pierwszym razem wszystko wychodzi mu idealnie. Kiedy zaczyna chodzić, czeka go mnóstwo siniaków i upadków, a jednak robi to dalej i walczy. Kiedy uczy się samodzielnie jeść połowa tego, co na talerzu zostaje porozwalana po okolicy, ale uparcie próbuje trafić do buzi. Nawet za nim zacznie samodzielnie załatwiać swoje potrzeby czeka go nie lada wyzwanie. Nie ważne, co takie małe dziecko spotyka ono walczy. Wie, że koniec końców osiągnie swój cel, mimo, że na początku nic mu nie wychodzi. Dziecko nie traktuje potknięć jako porażek tylko jako lekcje. Przy każdej porażce mimo chwilowego płaczu, próbuje dalej, nie zniechęca się.

Na co dzień kiedy coś nam nie wychodzi to odpuszczamy. Nie dążymy, nie analizujemy tego, co można zrobić lepiej, co poprawić tylko się poddajemy. Chyba tak nam łatwiej. Gdyby wykorzystać upór i dążenie do celu dzieci, każdy z nas osiągnął by to o czym marzy.

Podejścia do ludzi

Dzieci widzą wszystkich ludzi jednakowo i nie oceniają nikogo z góry. Nie patrzą przez pryzmat pieniędzy, domu, wyglądu, czy ubioru. To są dla nich nieistotne sprawy. Dla nich wystarczy, że ktoś się z nimi bawi, jest miły, kochany. Nie zwracają uwagi na to czy ktoś jest chory, albo ma inny kolor skóry. Są otwarte, mają włączoną automatyczną akceptację i potrafią bawić się z każdym. Dzieci dopiero często przez rodziców zaczynają zwracać uwagę na innych. Rodzice nadmiernie poruszają różne tematy przy dzieciach, albo zwracają im uwagę na kogoś temat. Gdybyśmy tak nagle przestali oceniać innych i zajęli się swoim życiem?

 

To chyba najważniejsze rzeczy, których moglibyśmy nauczyć się od dzieci. Życie nie byłoby takie skomplikowane dla nas, a na pewno bardziej szczęśliwe. To, co jeszcze podoba mi się w dziecięcej beztrosce to, to, że cieszą się ogromnie z każdej nawet najdrobniejszej rzeczy. Umieją docenić to, co dostają i śmiać się ze wszystkiego, przy tym są bardzo szczere i otwarte. W całej swojej radości mają mnóstwo luzu i potrafią się tym bawić. Kiedy się cieszą to tańczą, skaczą, śpiewają, umieją szczere podziękować i podzielić się tą radością. Czy my to potrafimy? Niestety sporo z nas niby dobrze się bawi, uśmiecha, ale nie potrafimy tego robić „pełną gębą.” Boimy się krytyki, niepowodzenia. Jak często chowamy się kiedy ktoś nas komplementuje? Jak bardzo odbieramy sobie szansę na śmiech i zabawę? Nie chodzi mi o to, żeby robić z siebie wariata na środku sali tylko o szczerą i dobrą zabawię.

Z wiekiem odbierana jest nam ta swoboda przez powielanie schematów wychowawczych, naukę w szkole. Dzieci zaczynają naśladować rodziców i chłoną ich nawyki. Kto nie chciałby dzisiaj bez ograniczeń marzyć, śmiać się i korzystać? Chyba każdy – możemy to zrobić. Na pewno z wiekiem trzeba zachować pewne normy, ale swoboda szczęścia i czerpania radości z chwil jest czymś, co buduje nasze życie.

Macie propozycje czego jeszcze moglibyśmy nauczyć się od dzieci?
  • Kocham dziecięce, bezpośrednie podejście do ludzi i świata! Szczerość dziecka jest bezcenna! ❤️

  • Zdecydowanie dorośli mogą nauczyć się wiele od dzieci. Do tej listy dodałabym jeszcze: szczerości. Mamy z tym coraz większy problem, a dzieci bezproblemowo mówią co myślą. 🙂 Ucząc nas tym samym większego dystansu do siebie. 🙂 Takie dwa w jednym. 🙂

    • Zdecydowanie mogą nauczyć nas dystansu do siebie i jest przy tym mnóstwo śmiechu 😉

  • Podpisuję się pod tym postem rękami i nogami. Czasami każdemu z nas przydałoby się spojrzeć na świat oczami dziecka. Nasze życie nie byłoby wtedy aż tak skomplikowane. 🙂

  • Bardzo ładnie to ujęłaś 🙂 Obserwując niektóre osoby spokojnie można stwierdzić, że dorośli mogliby się uczyć zachowań od swoich dzieci 😛

  • Paulina R-w

    to czego uczy mnie moja 11 mc córeczka na co dzień to ekstytacji każdą najmniejszą rzeczą i uśmiech w każdej sytuacji 🙂

  • Oj, wiele mogą się nauczyć! Radość, spontaniczność, prawda, niepohamowane emocje – taka kwintesencja życia.
    Ach, naprawdę chyba czym prędzej muszę na nowo odkryć w sobie dziecko 🙂
    Pozdrawiam serdecznie!

    • Odkrycie w sobie dziecka przydałoby się każdemu z nas 🙂

  • Otwartości, radości z małych rzeczy i ciekawości! 😀

  • Bycie tu i teraz to bardzo trudne zadanie. Ale na prawdę tu i teraz jest mega fajne!

  • Szkoda, że mam tak mało kontaktu z dziećmi ostatnio. Przydałyby mi się takie lekcje w praktyce, patrząc na dzieci.

  • radości z małych rzeczy. chociaż ja bym mogła tą listę rozpisać jeszcze. Generalnie, jak czasem mam taki wkurw absolutny na to, że jestem Matka, bo rzygam domowymi obowiazkami i jestem zmeczona, to rzadko widzę to, czego ucza mnie moje dzieci. Ale kiedy tak przysiądę sobie na chwilę, i popodglądam z boku ich zachowania zauważam, że nie ma co marudzić, bo te małe pierdoły to najlepsze, co mnie w życiu spotkało.

    • Zmęczenie materiału czasami daje nam w kość, ale też tak uważam dziecko to najlepsze co mogło mnie spotkać 🙂

  • Lubię przyglądać się dzieciom – tej ich niewinności, radości, szczerości, spontaniczności i odwadze. Szkoda, że z wiekiem tracimy te cechy, bo bardzo wiele przez to tracimy.

    • Dokładnie, czasem sobie myślę, że świat były lepszy gdybyśmy zachowali trochę dziecięcych cech 🙂

  • Ja w moim synu cenię i podziwiam to, że nawet jak się złości, to już za chwilę się śmieje 🙂

    • I to jest fajne, nie potrafią w sobie dusić negatywnych emocji. Zaraz energia zmienia się na pozytywną 😉

  • Ja dzięki moim dzieciakom (zwłaszcza dzięki synkowi) mogę odbyć podróż w czasie! 🙂 Mogę zobaczyć, jaki byłem i jak patrzyłem na świat 36 lat temu! 🙂

  • Moim zdaniem wiele w tym prawdy. Szczególnie, gdy dziecko jest często bardziej kulturalne i życzliwe niż niejeden dorosły w poważnym i dojrzałym wieku.

  • Moim zdaniem wiele w tym prawdy. Szczególnie, gdy dziecko jest często bardziej kulturalne i życzliwe niż niejeden dorosły w poważnym i dojrzałym wieku.

  • Sandra Nowicka-Nowak

    Najważniejsze to to podejście do ludzi! dzieci są takie otwarte i chętne do kontaktu- to niestety dorośli je tłumią poprzez nawet zwykły brak kultury!

    • No tak i koniec, końców przechwytują zachowania od starszych 🙂

  • Z moich obserwacji wynika, że otwartości, która przejawia się tym, że nie kalkulujemy, czy warto się do kogoś uśmiechnąć – tylko od razu szczerzymy zęby do pani kasjerki czy pana w banku :)))