Żyć jakoś, ale stabilnie

Ostatnio zastanawiałam się nad jakością życia. Żyjemy po prostu z dnia na dzień, wykonując automatycznie pewne czynności, zapewniając sobie przy tym spokój i pewną stabilność. Tylko czy rzeczywiście w obecnych czasach można mówić o jakiejkolwiek stabilności? Czy chcemy żyć jakoś, ale stabilne?

 

Kiedyś odczuwalna stabilność była większa. To już nie te czasy kiedy człowiek pracował w jednej firmie całe życie, albo kiedy wstyd się ludziom rozwieść, bo „co inni powiedzą?” Czas pozornej stabilności, spokoju minął kiedy rozpoczął się okres komputerów, automatyzacji i większej świadomości społeczeństwa.

Świat się zmienia

Dążymy do pewnej stabilności w życiu, do poczucia bezpieczeństwa, ale wszystko się zmienia i idzie do przodu. Zawsze to dobra i zarobkowa praca dawała pewną stabilność. Teraz nawet w kwestii pracy ciągle zmieniają się wymagania pracodawców. Pracownicy muszą być bardziej elastyczni i brać namiar na możliwości przekwalifikowania się. Gdzie tu, więc mowa o jakiekolwiek stabilności? Na naszą pracę wpływa teraz tyle czynników, że nam samym ciężko stwierdzić czy za 5 lat będziemy robić nadal to, co robimy teraz. Zmienia się zapotrzebowanie na poszczególne zawody. Kto dzisiaj korzysta z usług kaflarza, czy kowala? Coraz rzadziej nawet naprawia się buty u szewca.

Nie ma stabilności. Kto kilka/kilkanaście lat temu pomyślał, że da się zarobić prowadząc profil na Instagramie, że jednak mleko nie jest takie zdrowe i że będziemy się uczyć przez internet? Nikt, bo wszystko się zmienia.

 

Jakoś, ale stabilnie

U wszystkich jakoś leci. Jest praca, która nie do końca daje satysfakcję, ale kasa się zgadza. Relacje, które męczą, telewizor, bez którego nie było by, co robić i codzienność, która wygląda tak samo każdego dnia. Jakoś leci, jest stabilnie. Niektórym to wystarcza, bo po co oczekiwać od siebie, życia, od innych czegoś więcej? Po co się pocić, starać skoro dobrze jest jak jest?

Nie chce żyć jakoś, ale stabilnie. Nie chce każdego dnia wstawać do pracy z niechęcią na twarzy, szykując kolejny taki sam obiad i zostawiając marzenia na później. Za to chcę eksperymentów, lokalnych podróży, pracy, w którą będę mogła się zaangażować na maksa, pikników pod gołym niebem i świadomości, że żyję. Świadomości, że robię coś fajnego dla siebie, że moje życie jest na maksa moje. I kiedy ktoś mnie zapyta „co u Ciebie?” -nie będę mówić, że jakoś leci. Odpowiem: „Jest świetnie.”

Czas ucieka, a wraz z nim ciekawe, pełne pasji, zaangażowania, życzliwości, ciepła życie. Z wiekiem coraz trudniej wprowadzić do życia zmiany, przeciwstawić się utartym schematom. Właściwie to już nie o to chodzi, że trudniej, a o to, że szkoda uciekającego czasu. To nie próba w spektaklu, którą możemy powtórzyć jeszcze raz. Życie jest tu i teraz. Jeśli nie teraz wprowadzić zmiany to kiedy? Jutro? A jeśli jutra nie będzie?

Nie krytykuje dążenia do stabilności, bo każdy z nas wewnętrznie dzięki niej czuje się bezpiecznie. Są takie sfery w życiu, w których wszyscy jej pragniemy. Jakość życia zależy od nas. Nie zawsze stabilność oznacza, że będzie ono jakieś. Może być bardzo jakościowe. Można pogodzić wewnętrzne poczucie stabilności z fajnym, ciekawym życiem. Można robić to, co się kocha, spełniać marzenia i nie czekać na lepsze jutro.

 

jakos-ale-stabilnie

Byle do …

Wraz ze zmianami, w obecnych czasach pojawiły się większe możliwości w każdej dziedzinie. Można skorzystać z dotacji i założyć firmę, uczyć się online, eksperymentować w kuchni dzięki przepisom z internetu, ćwiczyć z płyt, poznawać siebie. Obecnie mamy większy dostęp praktycznie do wszystkiego. To, co stabilne wydaje nam się dobre, bo czujemy się bezpieczni. Wcale nie twierdzę, że poczucie stabilności jest złe, tylko oprócz tego można wymagać, robić coś więcej. Nie pozostawać w tym, że jest jakoś i jest dobrze.

Jest takie popularne stwierdzenie „byle do…” i dotyczy czekania na lepszy czas, który rzekomo na nadejść. Gdy byliśmy mali mówiliśmy byle do 18nastki, bo będziemy mogli odpowiadać za siebie. Później byle na studia, byle do pracy, byle do własnego domu, byle do małżeństwa, …. Czy rzeczywiście chcemy, żeby życie uciekało byle do czegoś? Czy teraz to nie odpowiedni czas, żeby wprowadzić jakieś zmiany? A może znów czekacie na jakieś „byle do…”? Może byle do weekendu? Zamiast czekać do weekendu może wybierzesz się dzisiaj na spacer, lody, kolację z mężem? Nie ma, co odkładać życia na później czyniąc je jakimś, ale stabilnym.

Czas ucieka bardzo szybko i często nie zdajemy sobie z tego sprawy goniąc za tym czego nie chcemy, nie lubimy. Warto w tym pędzie przystanąć i zapytać siebie jak ma wyglądać nasze życie? Jak chcemy się czuć, co chcemy robić, osiągać, realizować? – i trzeba do tego dążyć.

Wybierasz życie byle jak, ale stabilnie, czy to pełne Ciebie?
  • Znam kilka osób, które żyją stabilnie i którzy tej stabilności za nic w świecie by nie zmienili. Więcej, nie rozumieją, że można inaczej, że stabilność może ograniczać.Dla nich stabilność to jakośĆ, nie jakoś.

    • Tylko czy ta stabilność rzeczywiście istnieje?

      • Jeśli patrzę na starsze od mojego pokolenie, to odpowiedź jest prosta: tak, istnieje. Stabilność to nie tylko praca, ale całe życie powinno oznaczać stabilność lub jej brak. Owszem, małe i duże zachwiania są możliwe, ale jeśli dla człowieka utrzymanie stabilności jest czymś, na czym mu zależy, to tak, moim zdaniem istnieje.

  • O tym samym myślałam, oglądając ostatnio budynki – widziałam np.budynek szkoły z wyrzeźbionymi w murze profesjami, do których przygotowuje szkoła i pomyślałam : Kto dziś zrobiłby coś takiego?? To, że dziś w budynku jest szkoła nie oznacza, że jutro nie będzie tam ciucholandu! Niczego architektonicznego nie tworzymy – niczego, czym zachwycać się będą kolejne pokolenia. Jesteśmy tu jakby przejściowo i często bezrefleksyjnie człowiek przeżywa swoje życie. Wiele razy się zastanawiam nad tym – i sądzę, że możesz robić ten sam obiad każdego dnia, możesz chodzić do tej samej pracy i OK. Ja postawiłam na wewnętrzne bogactwo- przestało być dla mnie ważne to, co robię na co dzień by moje ciało funkcjonowało. Liczy się to, co dajesz światu.

    • Wszystko mija. W kwestii pracy i codziennych obiadów chodziło mi raczej o to, żeby robic to co sprawia nam przyjemność. Lubić to co się robi, a nie zmuszać do czegoś i tylko żeby odbębnić 😉

      • Ale ja nie mam nic przeciwko codziennym obiadom! Sama je robię, a nawet jem 🙂 Tylko takie rzeczy mają dla mnie średnie znaczenie .

  • Świat Toli

    Stabilność to coś pewnego, a ludzie nie lubią zmian, boją się ich.

    • Tylko czy w dzisiejszych czasach można w ogóle mówić o stabilności?

  • To nasze życie i my musimy odpowiedzieć sobie na pytanie – czego tak naprawdę chcemy. To zresztą nie jest takie łatwe, bo nasze dążenie, marzenia, plany wersyfikują się.
    Jeśli jeden dąży do stabilności i czuje się z tym dobrze, proszę bardzo.
    Ktoś inny będzie z kolei czuł się jak w złotej klatce.
    Najważniejsze to robić to, czego pragniemy, osiągać swoje cele i być w zgodzie z samym sobą.
    Pozdrawiam!

    • Oczywiście, że tak. Każdy ma prawo wyboru. Tylko jeśli ta stabilność polega na odbębnieniu kolejnego dnia w pracy, położenie sie na kanapie i czekanie na coś, co nigdy nie nadchodzi – to smutne.

  • Ja kocham i nie znoszę stabilizacji za razem.

    • a ja z kolei kocham mieć….port, z którego wyruszę w każdą podróż 🙂

  • Magdalena Kostyra

    Słowem w sedno! Dokładnie o tym myślę ostatnimi czasy. Chce być i żyć na maxa. Wszyscy dorosli z mojej rodziny mówią że stabilny etat i wypłata pewna co miesiąc to jest życie. Ale ja tak nie chce. Chce mieć własną działalność jak skończę studia, chce mieć mega rozwiniętego bloga i jeszcze kilka innych rzeczy. Nie chce żyć byle jak i za pomoca pół środków; )
    Piąteczka!

    • Dokładnie tak. Dążenie do stabilności, stałej pracy nie jest złe, o ile robi sie to, co sie lubi i nie odkłada życia na później, bo jakoś leci 😉
      <3

  • OffMatka

    Jakoś czy jakość? 🙂 To pytanie powinien zadać sobie każdy, ale nie ma co wartościować które rozwiązani jest lepsze. Jednym „jakoś leci, ale stabilnie” pasuje, inni szukają wyzwań. I dobrze, bądźmy różnorodni:)

    • Świat byłby nudny gdybyśmy wszyscy byli tacy sami 🙂
      Oczywiście każdy żyje tak jak uważa, jak mu pasuje, ale gdyby sie tak całkowicie zastanowić to czy rzeczywiście tego chce? Jeżeli tak – to może nie jest to „jakoś,” a może marzy o czymś skrycie, ale nie ma odwagi, bo przecież teraz jest stabilnie.

  • Stabilność? Na razie nie bardzo wiemy co to oznacza. Nasza stabilność trwała ostatnio 2 lata czyli do obrony mgr a teraz znów musimy ją budować (pewnie na jakiś krótki czas). Chyba ta prawdziwa stabilność przyjdzie z czasem, na razie się na to nie zanosi 😉

  • Zdecydowanie wybieram to życie pełne mnie. U mnie już od dawna nie jest stabilnie, ale można się do tego przyzwyczaić. Jest inaczej, jest ruchomo, jest różnie, ale i oryginalnie i zawsze świeżo. 🙂

    Bo nowe czeka na mnie codziennie za rogiem. 🙂

    • „Bo nowe czeka na mnie codziennie za rogiem” ♥♥♥ To mi się podoba 😉

  • A ja widzę to trochę inaczej. Stabilność nie wyklucza jakości. I mimo, że póki co przyzwyczaiłam się do niestabilności w pewnej sferze mojego życia, to chciałabym, by w pewnym momencie zaczęła zamieniać się właśnie w stabilność. I już teraz w niektórych sferach stabilność jest dla mnie na wagę złota. I nie ma to nic wspólnego z życiem byle jakim. Wręcz odwrotnie. Jestem stabilna w swoich wyborach, bo mam pewną świadomość siebie, która pozwala mi na ich trafne dokonywanie. Dla mnie stabilność to wartość.

    Natomiast ze stabilnością w ogóle nie wiążę podejścia „byle do…”. Dla mnie to właśnie brak stabilności, zachwianie równowagi, sygnał, że nie jesteśmy w tym miejscu, w którym powinniśmy być, że może gdzieś źle skręciliśmy, pomyliliśmy się lub winne są nasze przekonania.

    Ale rozumiem, co chciałaś powiedzieć. 🙂

    • Ja nie mam nic przeciwko dążeniu do stabilności. W pewnych sferach życia jest niemal obowiązkowa. Tak jak napisałaś stabilność nie wyklucza jakości życia. Tylko ludzie kiedy osiągają stabilność czują, że to już koniec. Nie sięgają po więcej, jest dobrze jak jest mimo, że np. praca ich nie zadowala. Chcą, ale tylko na tym to pozostaje.
      😉

      • Często piszesz u siebie o potrzebie rozwoju, że taka potrzeba jest obowiązkowym elementem szczęścia. Ja sobie myślę, że czasem nie. Czasem ludzie naprawdę czują się szczęśliwi z tym, co mają, nawet jeśli jest to niedoskonałe. I tylko nam, z zewnątrz wydaje się to trudne do zaakceptowania. Często Ci, którzy mają na mniej, potrafią najbardziej cieszyć się życiem, a nie mają wiedzy na temat swojej świadomości, psychologii, etc. Po prostu żyją chwilą, w teraźniejszości, nie podchodząc do przyszłości z ambicją, nie analizując jej ani nie stawiając przed sobą celów do zrealizowania, po osiągnięciu których będą mogli pozwolić sobie na poczucie szczęścia. Akceptacja to też dobry sposób na szczęście. Czemu stabilność ma być dopiero pewnym pułapem, skąd taki przymus sięgania koniecznie dalej i zawsze wyżej. Te słowa nie pasują do naszych czasów i obecnej mody na ciągłe rozwijanie się, ale… nie trzeba cały czas się rozwijać, być lepszym i lepszym, żeby wreszcie sobie odpuścić. Można powiedzieć: jest ok. Jestem szczęśliwy tu, gdzie jestem. I jeśli będę dalej, to dobrze. Jeśli nie, to nie uczyni mnie gorszym człowiekiem. Mogę sobie stać w miejscu, jeśli tylko tak czuję. Nie każdy jest gotowy na zdobywanie szczytów. Z resztą to, co dzieje się w środku często jest niewidoczne. A właśnie od tego rozwoju, nie osobistego, ale bardziej duchowego zależy szczęście. A on się dzieje nie pod przymusem, nie pod dążeniem i nie pod presją sięgania po więcej, bo trzeba się rozwijać. Tak sobie myślę.

        • Zgadzam się każdy z nas wewnętrznie musi czuć czego chce, czego potrzebuje i jeżeli jest szczęśliwy w tym punkcie jakim jest to świetnie – nic mi do tego. Tylko trzeba to czuć. Niektóre osoby mają naturalną pozytywną postawę i są szczęśliwe od tak. Tak zostały wychowane, urodziły sie z tym wewnętrznym optymizmem. Nie kładę nacisku tylko na rozwój osobisty, bo wiem że rozwój duchowy jest ważny w naszym życiu. Raczej chodzi mi o to, że można robić coś więcej w życiu i niekoniecznie przy tym sięgać dalej i wyżej. Zawsze uważam, że rozwój to nie tylko wspinanie się po szczeblach kariery zawodowej to także przeczytanie nowej literatury, wprowadzanie świeżości. Jedni z nas tego potrzebują, chcą różnorodności, a inni nie.

  • Nie lubię dużych zmian, cieżko się do nich przyzwyczajam 🙂 Czasem jednak przerwanie tej stabilności dobrze nam robi!

  • Ja się czuję dość stabilnie, choć ciągle w życiu coś zmieniam, eksperymentuje i próbuję nowych rzeczy. Nie wyobrażam sobie, abym miała stać w miejscu i robić coś czego nie lubię. Świetny tekst!

    • Można czuć się stabilnie i przy tym nie stać w miejscu 🙂

  • Czy mi się wydaje, czy tu się u Ciebie pozmieniało? 🙂

  • Tak czas ucieka, życie się zmienia. Chyba tyko osoba naiwna może wierzyć w to, że tak jak jest zostanie…

  • To prawfa, ze jest więcej możliwości. Nie zawsze z nich korzystamy. Sama wiem po sobie ze to trudne.

  • U mnie brak stabilności bo żyję pełnią życia, cieszę się każdym dniem i czuję, że tak mi dobrze

  • Staram się zawsze szukać złotego środka, od dawna nie poczułam u siebie znudzenia stabilnością, zawsze pojawia się w moim życiu coś nowego, co potrafi mnie pozytywnie napędzić 🙂

  • Jak dla mnie bez tej stabilności jest jakoś tak ciekawej 😉 Nie ma takiej monotonii.. Tylko ważne żeby nie przesadzić w żadną stronę.

    • We wszystkim można przesadzić, wiec trzeba znaleźć swój złoty środek na tą równowagę;)

  • Fabryka Pomysłów

    dziękuję Ci za ten wpis! 🙂 ostatnio sporo u mnie się zmienia, dochodzę do pewnych wniosków sama jak łatwo się jest zgubić w życiu, w zasadzie od roku wiele sie zmieniło, planowanie posiłków, slow food, ostatnio wstawanie wcześniej bo w końcu brak czasu to jedynie wymówka, ale czasami trzeba przystanąć, by zdać sobie sprawę do czego ja dąże i czy rzeczywiście jest ta stabilność, której się oczekuje 🙂

    • Zmiany są dobre jeżeli właśnie wiemy do czego dążymy i czego chcemy 🙂