Depresja, która czai się za rogiem

Jesień to zdecydowanie okres melancholijny. Kiedy za oknem brzydko, szaro i ponuro można spodziewać się, że za rogiem czai się ona… depresja. Jest cicha i wciąga w wir swojej „racji” bezsensu życia.

 

Czy wiecie, że z depresją w Polsce zmaga się 1,5 – 2,6 mln osób?

Czy wiecie, że jest to ciągle temat tabu?

 

Boimy się mówić o depresji. Boimy się przyznać, do choroby, do skłonności melancholijnych. Bo co? Bo ktoś pomyśli, że jesteśmy smutasami? Bo zepsuje się nasz wizerunek? Bo to wstyd chorować?

Niestety takie i wiele innych przekonań krąży wokół depresji, która co raz szczerzej dotyka ludzi. Nie ma się co dziwić – świat przyspieszył. Prowadzimy teraz szybki tryb życia, jesteśmy zabiegani, ciągle dokonujemy zmian to wszystko sprzyja rozwojowi choroby. Depresja jest często mylona ze smutkiem. Tylko to nie tak, że jesteśmy smutni, bo właśnie zniszczyliśmy ulubioną sukienkę, czy musimy czekać do kolejnego urlopu. Gdy nie chce nam się żyć i nie wiemy po co zaczynamy kolejny dzień wtedy można mówić o depresji. Kiedy podstawowe czynności stają się uciążliwe, a nasza strefa co raz bardziej się zamyka. Kiedy do życia wkrada się bezsens.

Tryb życia sprawia, że ciężko nam przez to dostrzec drobnostki. Małe rzeczy na których moglibyśmy skupić cała naszą radość czy energię. Dużo łatwiej i częściej skupiamy się na tym co negatywne: na złych opiniach, innych ludziach, na braku. Myślimy ciągle o tym czego chcemy, a czasami wszystko czego potrzebujemy jest w zasięgu naszej ręki.

Depresja, która czai się za rogiem

Niestety o depresji mówi się bardzo mało. Przeważnie jest ona lekceważona i traktowana jako luksusowa wymówka. Tak: albo jesteś leniwcem, albo smutasem. Wiele razy spotkałam się z opinią, że „ona to może sobie pozwolić na depresję,” „gdyby się czymś zajęła nie miała by głowy na depresyjkę,” albo „kto teraz ma czas na depresję, to tylko wymówka.”

Depresja to nie wymówka.

To choroba, którą trzeba leczyć, a nie lekceważyć.

Przez takie stereotypowe myślenie zamiast leczyć depresję, niektórzy się w niej pogłębiają i nie szukają pomocy. Wstydzą się przyznać do tego, że są chorzy, bo boją się odrzucenia i krytyki. Z góry wiedzą, że zostaną osądzeni przez swoje towarzystwo. To smutne, że dożyliśmy czasów kiedy boimy się leczyć, bo opinia innych jest ważniejsza niż nasze zdrowie. Ludzie przychodzą i odchodzą, a skoro ktoś kieruje się w pierwszej kolejności bzdurnymi opiniami to nie jest wart naszego czasu.

Pozorne szczęście

Ludzie przyjmują maski. Nie chcą być uznawani za smutnych i nie towarzyskich dlatego ukrywają swoje prawdziwe emocje, które się z czasem kumulują. Kreujemy się na szczęśliwców, których problem nie dotyczy, bo przecież „jestem urodzonym optymistą.” Próba zmiany swojego nastawienia, a przybranie maski w trakcie choroby to dwie zupełnie inne kwestie. Niestety nie da się wyleczyć depresji czekoladą, bo gdy opada kurtyna wraca bezsens.

Optymizm dobry na wszystko

Wszyscy którzy mnie czytają wiedzą jakie jest moje zdanie na temat szczęścia. Ja po prostu wiem z własnego doświadczenia, że wszystko zależy od nas. Nasze nastawienie ma kluczową rolę w naszym życiu i poczuciu szczęścia. Każdy z nas ma realny wpływ na codzienność. Wystarczy poobserwować swoje zachowania i wyciągnąć wnioski. Jednak kiedy do gry wchodzi depresja nie wystarczą drobiazgi, ani zwykłe „będzie dobrze.”

Usługi trenerów, coachów są teraz bardzo popularne i korzysta z nich sporo osób. Jednak depresja wymaga czegoś więcej niż dawki motywacji i pozytywnego słowa. Wymaga leczenia specjalistycznego. Depresja u każdego przebiega inaczej. Jesteśmy różni i inaczej wpływają na nas sytuacje życiowe. Dlatego trzeba podejmować walkę, trzeba się leczyć kiedy jest źle. Trzeba reagować, a nie lekceważyć.

Nie zawsze jest kolorowo, czasami życie daje nam ostro w kość i bywa totalnie do dupy. Jednak warto zawalczyć o siebie, o swoje życie.