Co się z nami dzieje?

Kiedy w jednym dniu dochodzi do dwóch można powiedzieć zupełnie skrajnych zachowań różnych ludzi to nie można obok tego przejść obojętnie. Coś się we mnie ruszyło i powstał ten tekst. Długo zastanawiałam się jaki dać tytuł, żeby nie przeklnąć. Zapytam tylko co się z nami dzieje?

Zacznijmy więc od tych sytuacji

Przypadkowo spotkany, dawny znajomy na pytanie co u niego słuchać odpowiada, że świetnie. Z błyskiem w oku cieszy się z każdego minimalnego postępu swojego dziecka, opowiada z entuzjazmem o życiu i ani razu nie narzeka. Mimo, że nie jest mu lekko w życiu,  jego dziecko ma silne porażenie mózgowe.

Ten sam dzień. W powrocie do domu spotkanie z sąsiadką, która jak widać świetnie wygląda i sobie radzi. Nie kończy ona na zwykłym „dzień dobry.” Za to puszcza lawinę narzekań, a każde słowo z jej ust jest negatywne. A to pogoda nie taka, zdrowie już nie te, do lekarza kolejki, wszystko winą Państwa i tak w kółko.

Znajdziecie różnicę

 

Choroba dziecka to wystarczający powód do kiepskiego samopoczucia, wiecznych pretensji i szukania winnych. Może być ona nawet powodem depresji. Jednak wiele przykładów pokazuje, że w takich sytuacjach nie ma czasu na narzekanie. Trudna sytuacja uświadamia nam to co mamy i to czego nie widzieliśmy wcześniej. Za to jest sporo, bogatych, nie tylko w dobra materialne, ale i więzi rodzinne, przyjaźnie, pasję, ludzi, którzy kompletnie nie potrafią docenić tego co mają. Za to czują ciągły brak.

 

Co się z nami dzieje?

Nie jestem tu od osądzania, nie znam historii każdego człowieka, ale litości nie da się znaleźć w codzienności nic pozytywnego? Przecież jesteśmy, żyjemy, działamy. Każdemu z nas to życie toczy się inaczej, mamy mniejsze bądź większe problemy, ale ile można narzekać?

Ludzie porównują się do innych w kwestii majętności, ubioru, wyglądu, wiedzy. Rywalizacja jest znana od dawna. Jednak polepszanie swojego samopoczucia kosztem niepowodzenia innych jest słabe. Zamiast kibicować sobie wzajemnie to tak jak byśmy czekali na to aż ktoś będzie miał gorzej od nas. Nie oszukujmy się, ten znajomy na pewno ma ciężko w życiu. Jednak mimo to próbuje wyciągnąć z niego ile się da i docenia chwilę obecną.

Nie wiem jak to określić, ale mam wrażenie, że ludziom się w tyłkach poprzewracało. Nie wiem czy to wynika z tego, że mają za dużo i nie potrafią się już z niczego cieszyć, czy że są wygodni i wiecznie niezadowoleni. Kiedy pada to pogoda kiepska, a jak jest gorąco to na co komu taki upał. I tak i tak nie dogodzisz. Dopiero w obliczu tragedii, sytuacji, które nas doświadczają nagle potrafią dostrzec to co ważne. Czasami następuje zmiana w życiu na stałe, a czasami na chwile.

Tylko czy potrzebne nam są takie sygnały ostrzegawcze? Po co czekać na punkt zwrotny?

Każdy z nas ma świadomość, że drugi raz życia nie przeżyje.

 

W obecnych czasach mamy mnóstwo możliwości. Często z własnego wyboru z nich nie korzystamy w efekcie narzekamy na wszystko dookoła. Nie potrafimy docenić tego co mamy i cieszyć się z drobiazgów. Wiele razy już o tym pisałam, ale to one sprawiają, że nasze życie jest przyjemniejsze. Kolejną sprawą jest też wzięcie odpowiedzialności za swoje życie, chociaż łatwiej to zwalić na innych.

To tylko dwie przykładowe sytuacje, ale takich codziennie można przyrównać kilka. Osoby obciążone psychicznie bądź fizycznie (z punktu widzenia obserwatora) zawsze lepiej odbierają rzeczywistość. Bo wbrew sytuacji nie użalają się nad swoim losem tylko cieszą tym co mają, mogą mieć.

Warte przemyślenia.

  • Niestety ta grupa narzekających jest chyba większa, a nie widzą tego, że wszystko zależy od nich samych…

    • Czasami nie chcą tego dostrzec, a czasami myślą że samo im to wszystko przyjdzie

  • Megly

    Wydaje mi się, że narzekanie teraz owładnęło ludzi.
    Wszędzie czarnowidztwo… to źle działa na społeczeństwo.
    A świat jest piękny!
    Pozdrawiam ciepło 🙂

    • Na otoczenie przede wszystkim, ale to już nasz wybór z kim przebywamy 🙂
      Ściskam! 😉

  • Czasem mam wrażenie, że niektórzy chcieliby, żeby ich życie było rajem na ziemi i wszystko przychodziło im gładko i wręcz „spadało z nieba”. Jeśli tak się nie dzieje (a zazwyczaj się nie dzieje) czują frustrację, szukają wymówek i przyczyn swojego „niepowodzenia” na zewnątrz. To smutne, że większość z nas nie potrafi docenić tego co ma i cieszyć się swoim małym szczęściem…

    • Czasami trzeba sie wykazać i włożyć trochę pracy, żeby mieć efekt. Niestety tak jak napisałaś, myślą że to wszystko „spada z nieba”

  • Zauważam, ze za dużo chcę zrobić i wtedy, mając na głowie za dużo, robię się nieprzyjemna dla otoczenia. A przecież wcale nie muszę wszystkiego tu, teraz i prefekt.

  • Obserwuję dokładnie to samo. I bardzo mi smutno z tego powodu, bo wiele takich narzekających osób mam wokół siebie. Od dawna zapisuję w zeszycie przynajmniej jedną dobrą rzecz,która danego dnia mi się przydarzyła. Nawet w najgorsze , na pierwszy rzut oka dni, dało się znaleźć promyczek.

    • Zawsze znajdzie się coś dobrego, trzeba tylko umieć to dostrzec. Jednak wiem, że każdy miewa gorszy dzień i wtedy nic nie jest w stanie tego zmienić.

  • W poniedziałek ciotkę starałam się zacząć prostować, aby nie mówiła, że niczego w tym roku nie zrobiła. Ona jeszcze z tych, co potrzebują namacalnych efektów.

    • Niestety czasami trzeba pokazać niektórym ile zrobili by to dostrzegli 😉

  • Kiedyś widzialam wszystko to co negatywne, ale od dobrych kilku lat staram sie kolorowac swoja codziennosc i dostrzegac to co pozytywne 🙂

  • Wmawia się nam od dziecka, że mamy być skromni, że nie wypada się chwalić.
    Kiedy już się chwalimy, mówimy wprost, że jesteśmy szczęśliwi – wielu ludziom to przeszkadza.

    Ja się nie dziwię, że wielu ludzi woli narzekać niż mówić wprost, że im dobrze, bo wiedzą, że zaraz zostaną uznani za chwalipięty, gogusiów, narcyzów i innych takich.

    Oczywiście to tylko jedna strona medalu, bo sama znam ludzi, którzy po prostu tacy już są – wiecznie nieszczęśliwi, smęcący, niezadowoleni z życia, niedoceniający tego, co mają. Kontakt z nimi jest tragiczny, potrafią wykończyć człowieka psychicznie i wysysają całą energię z otoczenia. Staram się ograniczać kontakty z nimi do minimum, bo potem się udziela taki grobowy nastrój…

    W każdym razie, podsumowując, nic nie jest czarne albo białe i czasem wyjaśnienie dlaczego jedni marudzą a inni nie jest dużo bardziej skomplikowane niż nam się wydaje 🙂

    • To chyba też zależy od otoczenia w jakim się obracamy. Nigdy bym nie uznała przyjaciela za chwalipiętę gdyby przyszedł i powiedział mi że jest szczęśliwy i wszystko mu się udaje. Tylko bym pogratulowała i cieszyła z nim. 🙂

      Masz rację czasami to bardziej skomplikowane niż nam sie wydaje 😉

  • Takich sytuacji jest mam wrażenie bardzo wiele. Dużo zależy od samego człowieka i jego nastawienia. Ale wydaje mi się, że ludzie, którzy mają w życiu ciężej wolą jednak skupiać się na plusach i nimi żyć niż zadręczać się wszystkim wokół, szczególnie rzeczami na które nie mają wpływu.

    • Ale o to chyba chodzi, że nie mamy wpływu na niektóre rzeczy to po co się nimi zamartwiać i ciągle narzekać bliskim.

  • Ja wiem, ze to moze glupie porownanie, ale jak wyobrazam sobie, jak ludzie mieli trudno podczas wojny, czy jakichs klesk zywiolowych, to naprawde przestaje narzekac na otaczajaca mnie rzeczywistosc… Ale moze niektorzy ludzie czerpia z takiego narzekania jakas przyjemnosc?

  • Ehh Ci wieczni malkontenci. Co by nie było, to i tak wiecznie źle. Lepiej unikać takich ludzi, ich zachowanie może być zaraźliwe 😉

  • Jak widać wszystko zależy od podejścia 🙂 Mam wrażenie, że w naszym kraju bardzo łatwo o negatywność.

  • Agnieszka Lewandowska

    Mi się wydaję, że troszkę światopogląd i podejście do życia się nas Polaków się zmienia i mimo, że jesteśmy postrzegani jak naród narzekaczy nasze młodsze pokolenie jest na dobrej drodze, żeby to odczarować 🙂

    • Trzymam za to kciuku 😉

    • Dokładnie. Wydaje mi się, że młodsze pokolenia mniej narzekają. Oczywiście są różni ludzie, ale najwięcej takiego narzekania słyszałam od osób w średnim wieku i tych dużo starszych. Czasami wręcz mam wrażenie, że „babcie” startują w jakimś konkursie pod tytułem „kto ma gorzej”. Im więcej Ci dolega, tym lepiej. Cóż to pewnie dlatego, że chcą zwrócić na siebie uwagę. A jeżeli chodzi o osoby w średnim wieku miałam takiego kolegę, który codziennie narzekał na swoją pracę. Opowiadał o swoim znajomym, który zmienił pracę i teraz mu dużo lepiej. Dlaczego więc sam wolał tkwić w tej sytuacji? Chyba naprawdę mocno boimy się wychodzić ze swojej „strefy komfortu” (chociaż komfortem to bym tego nie nazwała), wolimy coś znajomego. Nawet jeżeli mąż znęca się psychicznie nad żoną, to ona dalej z nim jest, bo przecież są ze sobą już tyle lat. Mam nadzieję, że to nie przychodzi z wiekiem i faktycznie nasz światopogląd się zmienia.

  • Apetyty rośnie w miarę jedzenia – jeśli mamy dobrze, to chcemy, żeby było idealnie…

    • Idealne życie nie istnieje, szkoda, że wielu jeszcze sobie z tego nie zdało sprawy 😉

  • Dużo racji w tym, co piszesz. Myślę, że wynika to z tego, że tak mało ludzi jest proaktywnych. Szkoda, bo jak wspominasz w artykule, dzisiejsze czasy oferują naprawdę duże możliwości.

  • a ja sobie czasem narzekam, że nie wykorzystałam pewnych możliwości, kiedy były, a teraz ich nie ma – i pewnie narzekać będę, bo w sumie nie z mojej winy.
    ale wiem, że mam się z czego cieszyć i za co dziękować i nikt nie odbierze mi tego, co już przeżyłam.

  • Sama lubię sobie czasem ponarzekać, jak mam gorszy dzień, ale to takie trochę marudzenie, ale wiem, że mam się z czego cieszyć i na co dzień właśnie tak robię – cieszę się życiem, bo mam je tylko jedno 🙂 Czasem odnoszę wrażenie, że ludzie są nieszczęśliwi z tego powodu, że żyją. Najbardziej jednak nie mogę zrozumieć tego, gdy ktoś ma możliwość poprawienia swojego samopoczucia, sytuacji majątkowej itd., nawet nie próbuje wykorzystać szansy, a potem narzeka, jak to też mu źle na świecie. Niestety niektórym ludzi nijak nie idzie wytłumaczyć, że życie należy do nich i samym siedzeniem i narzekaniem nic nie zmienią.

    • Właśnie najczęściej narzekają Ci którzy mają możliwości ale im sie nie chce, albo wolą narzekać 😉

  • Nie narzekania, życie jest takie krótkie, trzeba doceniać każdą chwilę i nie czekać na szczęście, tylko odnajdywać je w każdym momencie:)

  • Zawsze słyszymy, że narzekanie to nasz sport narodowy i coś w tym jest niestety :/

  • Sama jeszcze do niedawna łapałam się na tym, że narzekałam na wszystko i na wszystkich – tylko, że to droga donikąd. Lepiej skupić się na tym co nas spotyka pozytywnego każdego dnia i iść od przodu! Na pewno każdy, bez wyjątku jest wstanie codziennie znaleźć coś fajnego i pozytywnego w minionym dniu, polecam 🙂

  • UNIVI

    Podoba mi się podejście tego Pana, bo pomimo tego, że nie jest mu lekko mierząc się z chorobą dziecka to jednak widzi plusy sytuacji chociażby każdy postęp rozwojowy dzieciaczka i nie narzeka i nie robi z siebie ofiary losu, bo ma chore dziecko. Wręcz przeciwnie. Ja sama staram się myśleć pozytywnie nawet jeśli dostaję przysłowiowego kopa w tyłek od życia to staram się znaleźć w tym jakiś plus. Niestety w PL większość społeczeństwa lubi narzekać i zazwyczaj zwala winę na resztę, a nie patrzy na siebie i na to, aby zmienić sytuację.

  • Niestety zauważyłam dokładnie to samo. Najczęściej narzekają Ci, którzy w zasadzie mają całkiem dobre życie i nic specjalnego ani złego się nie dzieje. Natomiast ludzie chorzy czy po trudnych doświadczeniach życiowych maja więcej pokory i potrafią cieszyć się z drobiazgów i patrzą na życie zupełnie inaczej. Mam przyjaciela, który jest chory i porusza się na wózku inwalidzkim. Kiedy wieczorem do mnie dzwoni i pytam go jak minąl mu dzień za najbardziej udany uważa ten, w którym otrzymał od ludzi serdeczny uśmiech. On kolekcjonuje uśmiechy i każda serdeczna rozmowa z drugim człowiekiem to dla niego prawdziwy skarb. Oby więcej takich ludzi.