Moje małe szczęścia

Początek roku nie był dla nas łaskawy. Zaczął się chorowicie. Wszyscy cieszyli się wolnym, biesiadowali, spacerowali, a nas to niestety ominęło. Dopiero w niektórych sytuacjach potrafimy dostrzec małe szczęścia. Codzienne przyjemności i małe gesty potrafią uszczęśliwiać, trzeba się tylko na nie otworzyć.


Z naszym szczęśliwym nastrojem to różnie bywa, raczej trzeba go kontrolować, bo inaczej może nam się on popsuć przez błahostkę. Wylana kawa, czy źle umalowane oko to nie tragedia. Nie trzeba się od razu wkurzać, a tak często to robimy. To wszystko wpływa na szczęście nasze i naszych bliskich. W ciągu dnia mamy sporo stresów, pracy, obowiązków, po co więc sobie dokładać? 
Cóż po pięknej willi z basenem, karierze zawodowej, czy przystojnym mężu, skoro nie cieszą nas małe drobnostki, które wypełniają nasze całe życie? Warto się rozejrzeć i znaleźć swoje małe szczęścia w codzienności. Docenić je i czerpać z nich radość. Staram się wdrażać w życie nawyki, które sprawiają, że poprawia mi się humor. Nawet gdy mamy zły dzień, to można go jeszcze uratować. Są też w życiu takie momenty, które sprawiają, że uśmiech sam pojawia się na naszej buzi.  Dzisiaj będzie o tym co mnie uszczęśliwia. Tak po prostu.
Moje małe szczęścia

Co mnie uszczęśliwia?

Wyjazd w rodzinne strony. Spotkanie z rodzicami, rodzeństwem to świetny czas. Bardzo lubię cały ten gwar, hałas, zamieszanie, które towarzyszy naszym pełnym spotkaniom. Jest nas 22 osoby. Wspólne rozmowy, świętowanie, zabawa. To daje mi radość i ładuje akumulatory.
“mama.” To wspaniałe uczucie, kiedy mały brzdąc chodzi za nami i woła “mama, mama.” Może to wydaje mi się takie wspaniałe, bo Ola jest mała i to jej pierwsze słowa. Nie wiem. W każdym bądź razie od razu się uśmiecham 🙂

Zapach kawy. Świeżo zaparzona kawa pachnie obłędnie.

Wspólne spacery. Bardzo lubię taka formę spędzania wspólnego czasu i staram się praktykować jak najczęściej. Najlepsze wycieczki spacerowe odbywają się po lesie 🙂 Często w moim rodzinnym miasteczku przechadzamy się po takich zakątkach. Ruch, świeże powietrze, zabawa. 
Chwila z książką. Bardzo lubię czytać, chociaż w przeszłości jakoś nie ciągnęło mnie do lektur. Wybierałam swoje pozycje. W ciąży pochłaniałam książki jedna za drugą. Niestety teraz mam na to trochę ograniczony czas, ale staram się w wolnej chwili do nich zaglądać.

Niedzielne poranki tylko dla mnie. Po całym tygodniu uwielbiam
usiąść w niedzielny poranek z kubkiem gorącej kawy do bloga, albo do
książki. To taki jedyny poranek w ciągu całego tygodnia kiedy się nie
spieszę z ogarnięciem niczego. Mała jest z tatą, wszystko jest zrobione,
a ja mogę się upajać chwilą.

Zapach ciasta. Bardzo lubię piec dla bliskich, sama też wolę domowe smakołyki od tych gotowych. Dodatkowo ten zapach, który unosi się po domu w trakcie pieczenia sprawia, że chcę się od razu spróbować.

Rozwój. Każdego dnia staram się rozwijać w jakiś sposób. A to jakaś nowinka na obiad, a to trochę angielskiego, parę zdjęć, zabawa z programem do ich obróbki. Staram się w nawet najmniejszym aspekcie robić coś innego, poznawać nowości. A kiedy widzę postępy w zdobywaniu nowych umiejętności to radość jest jeszcze większa. Do tego motywacja wzrasta 🙂


Śniadanie na tarasie w letni poranek. Zwłaszcza kiedy jest tak cieplutko, słychać śpiew ptaków, a promienie słoneczne ogrzewają nasze buzie.

Prowadzenie bloga. Pisanie tekstów sprawia mi dużo frajdy i satysfakcji z tego, że działam. “Nie stoję w miejscu.” Oczywiście nowi czytelnicy, komentarze, e-maile, wszystko składa się na tę falę pozytywnych wibracji.   
Oczywiście jest tego wszystkiego znacznie więcej. Wspólny, spokojny wieczór z mężem  po intensywnym tygodniu, kawa z przyjaciółką czy świeżo pomalowane paznokcie. Jestem raczej z tych co doceniają drobnostki i są za nie wdzięczni. Kiedyś taka nie byłam, ale wszyscy dojrzewamy, kształcą nas książki, uczymy się na własnych błędach. Podoba mi się moje obecne podejście do otoczeni i chce o nie dbać. 
A co Was uszczęśliwia? Jesteście wymagający w tej kwestii czy raduje Was byle drobnostka?