Grudzień był bardzo intensywnym miesiącem. Dużo się działo i było dużo dobrej energii. Święta Bożego Narodzenia to moje ulubione święta, kocham ten klimat, bliskość i całą magię Nowy Rok to nowe, nieoczekiwane, za nim jednak na dobre się w nim rozgościmy zapraszam na mały przegląd tego co się działo, co mnie zachwyciło w grudniu. 


Tym razem trochę inaczej niż zawsze, przeważnie pojawiali się tutaj ulubieńcy danego miesiąca. Postanowiłam to zmienić, bo nie tylko ulubionymi rzeczami chcę się dzielić. Czasami przeczytam coś beznadziejnego, albo tak po prostu coś mnie zaciekawi. Ulubieńcy za bardzo to ograniczały. 

Ostatnio mało czytam. Jakoś czas mnie ogranicza, albo jestem już tak zmęczona i oczy mi się zamykają gdy tylko poczuję poduchę. Staram się w wolnej chwili zaglądać do tego co aktualnie czytam. W grudniu zdecydowanie była to książka N. Vujcic “Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń.” Zachwyciła mnie ona totalnie, dała kopa motywacyjnego i pomogła spojrzeć inaczej na niektóre sprawy. To dzięki niej myślę o swoim zachowaniu i kontroluję nastawienie każdego dnia. 

Grudzień był zdecydowanie obfity w działania kuchenne, fotograficzne i manualne. Wiadomo święta i wszystko co z nimi związane zawsze pobudzają do działania. Wzięłam udział w Fotograficznym Kalendarzu Adwentowym zorganizowanym przez Kameralną. Bardzo fajna zabawa, a moje zmagania z aparatem i tematami mogliście już obserwować na blogu i na instagramie 🙂 Pierniczki królowały u nas już od początku miesiąca. Zawsze piekę je na Mikołaja 🙂

Z prezentami nigdy nic nie wiadomo. W tym roku Mikołaj u mnie trafił w 10. Były książki, sukienka, torebka, świeczki, akcesoria. Full wypas. Jednak nie zawsze trafią się w gust drugiej osoby, a może czasami nawet nie wypada czegoś kupić. Przed następnymi zakupami koniecznie zajrzyjcie do Small City Life i przeczytajcie anty poradnik prezentowy.
Od kilku tygodni z zafascynowaniem przeglądam artystyczne piątki u Asi. Nigdy nie byłam fanką sztuki, nie zwracałam uwagi na piękno jakie mają nam do zaoferowania malarze. Te niesamowite obrazy mnie zachwycają, wciągają i mogę gapić się w nie godzinami. Asia otworzyła mnie na sztukę i jestem niecierpliwa każdego kolejnego piątku. 
Kulinarnie ujęły mnie domowe oreo, które na pewno spróbuję w najbliższym czasie. Z racji braku czau nie podjęłam się ich pieczeniu, ale na pewno to nadrobię. Po za tym, że wyglądają i za pewne smakują przepysznie to są zdrowsze od tych kupnych 🙂 

Ostatnio przekonałam się do firmy Love Me Green, peeling do twarzy z olejkiem z pomarańczy i pudrem z ziaren arganu nie przypadł mi do gustu od razu. Jest dość rzadki co dla mnie jest wada, przecieka przez palce, ale za to działanie ma świetne. Polubiłam nawet jego specyficzne zapach.

Co do paletki Wibo 3 steps to perfect face, to mam ją dość krótko a już mnie zachwyciła na swój sposób. Głownie, że to taka mała poręczna paletka gdzie można wszędzie zabrać i ma lusterko 🙂 W zestawie puder, rozświetlacz i róż do policzków.  Puder stosuje jako bronzer, bo jest dość ciemny jak dla mnie 🙂

A Was co ciekawego spotkało w grudniu?