Od dłuższego czasu można zaobserwować modę na minimalizm i to we wszystkim. Minimalizm w ubraniach, kosmetykach, wystroju wnętrza, a nawet w jedzeniu. Skoro mamy mniej to jesteśmy bardziej szczęśliwi… Czy na pewno?

Pozbycie się nadmiaru rzeczy bywa dla wielu osób trudne. Zbyt często przywiązujemy się do materialnych rzeczy, które nic nie wnoszą do naszego życia. Nie dają nam radości, nie umilają czasu. Jednak kiedyś każdego dopada taki okres i trzeba stawić czoła “porządkom.” Wtedy pozbywamy się tych niechcianych lub zużytych rzeczy. Ale czy to już minimalizm?

Minimalizm

Podobno im mniej, tym lepiej, tym bardziej szczęśliwie. Pozbycie się nadmiaru rzeczy i otoczenie się tylko tymi niezbędnymi powoduje, że czujemy się “wolni.” Minimalizm ma sprawić, że nie będziemy ograniczani, przytłaczani i łatwiej poradzimy sobie w trudnych sytuacjach. Do tego pozwala nam cieszyć się każdym dniem. To po prostu życie bez zbędnych bibelotów, kolekcjonerskich ubrań czy kosmetyków. Życie, w którym chodzi o coś więcej niż dobra materialne. I to mi się podoba w całej tej modzie na minimalizm. Prostota, cieszenie się sobą i skupienie się na tym co ważne.

Jednak minimalistką nie jestem. Co prawda jakiś czas temu pozbyłam się nadmiaru ubrań, rzeczy, które najzwyczajniej nie były mi potrzebne. Tylko moja szafa nie składa się z 10 ubrań na sezon, lubię mieć nadmiar lakierów do paznokci, czy mieć kilka gadżetów w domu. Nie czuję się w żaden sposób mniej szczęśliwa, niż bym się tego wszystkiego pozbyła. Może nawet byłoby odwrotnie. Trzeba mieć i otaczać się rzeczami, które sprawiają nam przyjemność, powodują, że czujemy się  dobrze. Po prostu dla mnie najważniejsza w tym wszystkim jest równowaga.

Równowaga

Trzeba znaleźć swoje miejsce pomiędzy nadmiarem, a minimalizmem. To według mnie złoty środek na dobre samopoczucie w domu i szczęście w życiu. Może każdy powinien znaleźć taki swój minimalizm. Bo jak już pisałam nadmiar, przepych we wszystkim niekoniecznie jest dobry. Przez to można zapomnieć o tym, co tak naprawdę jest ważne.

Nie można przesadzać ani w jedną ani w drugą stronę. Pozbycie się zbyt wielu rzeczy może sprawić, że wpadniemy w błędne koło. Zaczniemy kupować rzeczy, które nam brakują, ale mieliśmy je przed wyrzuceniem. Więc jaki jest sens?  Zdecydowanie nie jestem fanką pozbywania się wszystkiego, bo jednak pamiątki są bardzo wartościowe dla nas. Nie mówię tu o magazynowaniu kartek z komunii, ale np. o zdjęciach.

Każdy z nas jest inny i musi po prostu znaleźć odpowiednie miejsce w tej modzie. Nie ulegajmy jej ślepo, ale też nie zakopujmy się pod stertą nielubianych rzeczy. Najważniejsze jest to, żeby dobrze czuć się w swoim domu, w swoich ubraniach. Miejmy to co lubimy, ale nie przesłaniajmy tymi materialnymi rzeczami ważnych spraw w życiu.

Minimalizm może uszczęśliwić jeżeli odpowiednio do niego podejdziemy. Wykorzystamy go zgodnie z samym sobą. Równowaga jest najlepszym środkiem na wszystko. Żadne skrajności nie są dobre, bo mogą odbić się na nas, naszym samopoczuciu i akceptacji otoczenia. Miejmy to co lubimy, a będzie nam łatwiej.

Jestem ciekawa jak Wy podchodzicie do minimalizmu? Są tu jakieś minimalistki, jakie jest Wasze zdanie?