Ostatnio popularne są hasła typu: nowy rok – nowa ja, zmień swoje życie, to Twój rok sukcesu itd. Tylko czy to całe zamieszanie wokół zmiany daty nie zaczyna być trochę irytujące? Czy rzeczywiście można stać się tak od razu “nową ją”?

Jak wiecie uwielbiam planować, robić listy TO-DO, spisywać postanowienia noworoczne. Tylko spisanie sobie celów i marzeń to jedno, a podjęcie jakichkolwiek działań w ich kierunku to drugie. O ile to pierwsze wychodzi wszystkim fantastycznie, to to drugie już nie za bardzo. Podobno już w drugiej połowie stycznia większość osób zapomina o swoich postanowieniach. Jak myślicie z czego to wynika?

Jak dla mnie to po prostu stawiamy sobie wygórowane, bliżej nieokreślone, czasami nawet nie realne do zrealizowania w danym czasie cele. Schudnę, zacznę uprawiać sport, nauczę się języka, założę własną firmę. To tylko krótkie hasła, które nie utożsamiają nas w żaden sposób ze sobą. Inaczej jest kiedy chcemy zacząć np. uprawiać sport, a uwielbiamy wodę. Opcja: 4 styczeń – kupno karnetu na basen, brzmi dla nas zupełnie inaczej. Jest dużo większe prawdopodobieństwo, że zapiszemy się na ten basen, niż zaczniemy po prostu sami z siebie ćwiczyć, albo co gorsze zmuszać się do aktywności, której nie lubimy. Integracja z tym, co chcemy pomaga w realizacji.

Nowy rok – nowa ja

Wraz z nadejściem Nowego Roku myśli krążą w okół zmian. Jak by tu odmienić swoje życie? Hasła kuszą rzuceniem się na głęboką wodę, tylko czy to da efekty?

Nowy rok nowa ja – i tak co roku, zdarza się Wam? Marzycie o zupełnie czymś nowym w Waszym życiu? Moja rada: to to zróbcie 😉

Żadne slogany, puste hasła nie pomogą dosięgnąć marzeń. To tylko komercyjne zdania, które często są związane ze sprzedażą produktu lub usługi. Samo skupianie się na hasłach nic nie daje, oczywiście można się motywować cytatami, które rzeczywiście mają głębsze przesłanie. Tylko samo to nie zmieni naszego punktu wyjścia. Tak samo jak zapisanie celów, albo rozmyślanie o zmianie. Żeby coś się zadziało trzeba podjąć działanie, trzeba coś zrobić, obudzić się! Halo! 🙂

Mamy szybkie czasy i do tego dochodzi nasza wielka niecierpliwość. Często chcąc coś “na już.” Nie da się od razu zmienić życia o 180 stopni i koniec. Zmiany, postępy, efekty wymagają czasu i systematyczności. Niestety ten czas, często jest przyczyną odpuszczania, porażek, rezygnacji. Zbyt krótko trwamy w tym, co chcemy osiągnąć, zbyt często chcemy mocnych zmian, których nie potrafimy zrealizować w krótkim okresie. Hasła, pęd, chęć szybkiej realizacji jest przyczyną frustracji i odpuszczenia. Miało być tak pięknie, a nie jest. Połowa stycznia – po robocie, po celach.

 

Metoda małych kroków

Zawsze utożsamiałam się z metodą małych kroków. Uważam, że stopniowe docieranie do celu daje większe prawdopodobieństwo jego osiągnięcia, niż rzucenie się na głęboką wodę. Małe kroki są bezpieczne, zawsze można zmienić obrany punkt, wycofać bez ryzyka. Ktoś powie, że to nudne, ja – skuteczne. Do tego wszystkiego monitorowanie efektów, nagradzanie siebie za małe postępy pomaga w tym żeby wytrwać w postanowieniach, nie wycofać sie przy pierwszym lepszym potknięciu. Krok po kroku można wprowadzić całkiem fajne zmiany do swojego życia. Nawet nagła miana nawyków nie zagwarantuje, że w nich wytrwamy. Trzeba sumiennie i wytrwale pracować nad swoim założeniem.

Moje cele na rok 2018 oczywiście spisane i stopniowo biorę się za ich realizację. Mam kilka postanowień, które mają zbudować trochę inną codzienność. Jednak jak pisałam wcześniej to wymaga czasu i sumienności. Trzymam kciuki za Wasze cele i życzę przyjemnej realizacji w 2018 roku.

 

To jak to jest z Waszymi celami?