celebrowaniu zycia

 

Kiedyś przesadnie dbałam o pracę w swoim sztywnym systemie, lubiłam mieć plan “b” tak w zanadrzu i nie potrafiłam odpuszczać. Jednak z czasem przekonałam się, że tego, co w życiu najważniejsze nie da się zaplanować i idealnie zorganizować. To zdarza się na co dzień. O celebrowaniu życia i budowaniu relacji mówiono już wiele, w dzisiejszym tekście kilka moich sposobów na to.

 

O celebrowaniu życia i budowaniu relacji

O pośpiechu

W tej kwestii każdy z nas może coś sobie zarzucić. Pośpiech jest jakby wpisany w obecne czasy. Szybkie samochody, telewizja, reklamy, natłok pracy i obowiązków, to wszystko w efekcie sprawia, że życie pędzi tak jakby szybciej. W praktyce każdy z nas ma 24h i od nas zależy jak je wykorzystamy. Pozwalając sobie na 3-4 godzinny seans przez tv, spacerując po lesie, czytając książki czy jakkolwiek inaczej. Przechodząc dalej pośpiech sprawia, że chcemy złapać “kilka srok za ogon.” Czar pryska, czas ucieka, a satysfakcja okazuje się zerowa, relacje też.

Pośpiech niszczy radość danej chwili, bo jak skupić się na rozmowie z bliską osobą, kiedy patrzymy na tykający zegar. Jak można oddać się zabawie z dzieckiem, kiedy z tyłu głowy wołają nas obowiązki i “odwalamy” tylko żeby odhaczyć nasz punkt na liście zadań. Chwila zatrzymania i przemyślenia, co jest tak na prawdę ważne w tym pędzie? Jak poradzić sobie natłokiem obowiązków? Momentem przyhamowania w moim życiu był czas kiedy zauważyłam, że zaczęłam czytać książkę bez satysfakcji i zainteresowania tylko po to, żeby jak najszybciej skończyć i przejść dalej. Nie o to przecież chodzi w czytaniu, w życiu też nie.

 O dostrzeganiu

Diabeł tkwi w szczegółach, szczęście też. Dostrzeganie małych rzeczy, sprawia, że to najprostsze i nie przewidywalne rzeczy budują całe życie. One niosą za sobą radość w sercu, gesty, które tworzą nie tylko przyjaźnie, ale i wiarę w ludzi. Drobne dodatki, umilacze sprawiają, że codzienność jest przyjemniejsza. Tak na marginesie to moja tajna broń. Z jednej strony ktoś powie, że to kreowanie życia, że tak naprawdę nie wygląda rzeczywistość. Patrząc na to z innej perspektywy to prosty sposób na ofiarowanie sobie odrobiny luksusu, zatroszczenie się o sobie i nadanie wyższej rangi temu co zwyczajne.

O  zainteresowaniu

Historia pewnych wakacji, uświadomiła mi, że relacje z ludźmi często ograniczają się do spełniania pewnych oczekiwań. Robiąc zakupy w sklepie dokonujemy transakcji bez głębszych relacji z ekspedientką, idąc na kolacje ze znajomymi zabieramy telefon często nieświadomie do niego zaglądając. Zainteresowanie to coś czego brakuje w obecnych czasach. Kawa z przyjaciółką, wypad za miasto bez zasięgu (chociaż mam wrażenie, że jest on już teraz wszędzie?) wspólne świętowanie urodzin, wciąganie kolejnych znajomych w zacne grono i poznawanie nowych ludzi. To jest takie oczywiste, tylko czy na pewno?

O zawalaniu spraw

Kiedy nadchodzi fala niepowodzeń i wszystko jest przeciwko nam niczym przysłowiowy Brutus to samopoczucie i myśli są jeszcze gorsze. Plany idą w odstawkę, uśmiech, chęć do spotkań, troska o siebie również. To wszystko tylko nakręca złe samopoczucie i wciąga w kolejne niepowodzenia także w relacjach. Nie zawsze wszystko układa się idealnie i świadomość tego pomaga w tych gorszych chwilach. Na niepowodzeniu świat się nie kończy – głęboki oddech i do przodu.

 

Idealne życie nie istnieje. Perfekcyjny dom, plany, relacje też nie. To jakie życie wykreujemy zależy od naszego zaangażowania w nie. To jakie relacje mamy z innymi zależy od naszej uwagi w stosunku do nich. To jak będziemy z siebie zadowoleni zależy od tego ile pracy włożymy w projekt, pasję, w akceptację siebie. O celebrowaniu życia można powiedzieć nie tylko w kwestii picia soku z kieliszków, zapalania świeczek – chociaż to lubię – to coś więcej. To zaangażowanie i budowanie go ze świadomością.

Jak postrzegacie celebrowanie życia? Czy to dla Was nic nieznaczące, instagramowe słowa, czy może tak jak u mnie to dbanie i budowanie  fajnej codzienności?