Szybkie czasy, natłok informacji i przede wszystkim możliwości jakie mamy kuszą i bombardują nas z każdej strony. Jeśli tylko chcemy i się odważymy to każde drzwi stoją otworem, może to być też pułapką. Nadprodukcja treści z jaką obecnie mamy do czynienia na co dzień może wciągnąć na dobre. Ucząc, rozwijając się też można zatracić się w nadmiarze. Można po prostu ćpać wiedzę. A Ty kolekcjonujesz wiedzę, czy jej używasz?

 

Kolekcjonujesz wiedzę, czy jej używasz?

Wiecie, że jestem zwolenniczką kursów online, dobrych poradników, które rzeczywiście wnoszą coś do naszego życia, blogów, które pomagają zdobyć ciekawe informacje i aplikacji służących do szlifowania języka obcego. To wszystko jest powszechnie znane i dostępne. Mamy ogromne możliwości własnego rozwoju i od nas zależy jak to wykorzystamy. Zdobywanie wiedzy z naszym rzeczywistym zapotrzebowaniem, zainteresowaniem jest w porządku. Z drugiej strony z łatwością można przekroczyć granicę i wpaść w “nałóg” uczenia się.

Może ktoś powie, że to nic złego – no, bo przecież się rozwijam, poszerzam horyzonty. Zgoda, ale co z tego masz? Co z tego Ci się przydało np. w pracy? Jak wykorzystałeś wiedzę? Własny rozwój to najlepsza inwestycja. To ważna kwestia, ale od samego słuchania, czytania nic się w życiu jeszcze nie zmieniło. Jeżeli nadmiar zdobywanej wiedzy, przeczytanych książek, przesłuchanych podcastów w przełożeniu na praktykę jest równy zero to po, co to robimy? Skoro brakuje czasu na wdrożenie wiedzy w życie to wpadamy w błędne koło. Kolekcjonujemy informacje, to sztuka dla sztuki. Łatwiej znowu się czegoś nauczyć niż wykorzystać to, co już mamy, albo wdrożyć nową wiedzę w codzienność.

Sama wpadłam w takie błędne koło. Ciągiem jedna po drugiej czytałam książki rozwojowe, słuchałam podcastów o zmianach w życiu. Myślałam, że robię coś dla siebie, bo przecież czytam, pracuję nad sobą, poszerzam wiedzę. Jednak kończyło się na tym, że sięgałam po kolejny poradnik, który dawał te same informacje, co kilka poprzednich. Wpadłam na dobre. Po pewnym czasie dopiero uświadomiłam sobie, że to nie tędy droga, tak się nic nie zmieni. Ilość informacji zaczęła mnie przytłaczać, a moja motywacja spadła. Kompletnie nie pracowałam wtedy nad nawykami, nad sobą tak jakbym tego chciała. Jak zmienić podejście, jak zacząć?

Miałam plan: wykorzystać swoją wiedzę w praktyce. Chociaż próbować wdrążyć ją w codzienność, bo przecież nie zawsze się da. Przekonać się czy to co wiem jest przydatne. Skoro podszkoliłam angielski to czas czytać książki w tym języku, skoro nauczyłam się szyć to czas coś skroić, jeśli Exel przestał być moim wrogiem to w końcu wykorzystam to w pracy. Krok po kroku sukcesywnie dbać o to, żeby nauka nie poszła w przysłowiowy las. W końcu poświęcony został na to czas, a on jest najcenniejszą wartością, której nikt nam nie zwróci.

Od tego czasu staram się sukcesywnie poszerzać swoją wiedzę, ale równocześnie próbuję wdrążać ją w życie. Selekcjonuje też to jakie informacje do mnie trafiają. Lubię czytać ciekawe dla mnie posty na blogach, książki psychologiczne, słuchać podcastów o zarządzaniu czasem, ale wybieram to co w danym momencie mogę wykorzystać, to co mnie interesuje. Nie chce mieć poczucia, że robię coś tylko, żeby robić.

Jestem ciekawa jak to jest u Ciebie z tą nauką. Kolekcjonujesz wiedzę, czy jej używasz?