Któż z nas nie ma wyrzutów sumienia? Każdy chociaż w minimalnym procencie je odczuwa nie mówiąc już o tym, że potrafią się rozwinąć i zadręczać przy każdej lepszej okazji. Wyrzuty sumienia jednych mogą motywować, ale również mogą zatruwać codzienność na każdym kroku.

Wyrzuty sumienia powstają w skutek różnicy pomiędzy tym co się stało, a tym co rzeczywiście chcieliśmy żeby wyszło. To taki robal, który zawsze daje się we znaki, który wytyka nam nasze odstępy od tego rzekomo “co powinniśmy.” Nie dość, że krąży po myślach, to stresuje i wpędza w negatywne emocje do nas samych.

Wyrzuty sumienia, które zatruwają życie

Kasia ma rozpisaną dietę i treningi, ponieważ założyła sobie, że schudnie 10 kg. Ma też słabość do słodyczy – zwłaszcza do czekolady. Chce wytrwać w swoich celach, ale kuszą ją łakocie. W gorszy dzień uległa pokusie, no i się zaczęło – robal uruchomiony. Wyrzuty sumienia nie dały jej “żyć.” Zadręczały myślami, że miała schudnąć, a teraz nic z tego. Wszystko na marne, cały plan, a ona jest beznadziejna, ponieważ nie umiała wyrwać w swoim postanowieniu. W jednej chwili nadeszło tornado, które zburzyło całą jej wizję.

Czy na prawdę trzeba się katować takimi myślami? W ogóle dopuszczać je do głosu? Raczej konkretna analiza sytuacji przydałaby się tutaj bardziej niż cały wir negatywnych myśli. Świat się nie zawalił, nikt nie jest beznadziejny, bo zjadł trochę czekolady. Zjadłam – trudno, mój organizm się tego domagał, miałam po prostu na to ochotę. Jeśli chcemy tego uniknąć to trzeba się zastanowić, co mogę zrobić z tą pokusą w przyszłości? Na co mogę sobie pozwolić kiedy znowu nadejdzie ochota? Albo dać sobie przyzwolenia na kilak kostek w tygodniu. Jasno i konkretnie, wtedy wyrzuty sumienia nie mają się do czego przyczepić.

Często rezygnacja z celów i marzeń zaczyna się właśnie od wyrzutów sumienia. Czegoś nie zrobiliśmy, nie dopilnowaliśmy, coś nam przepadło i to już daje nam sygnał – jesteś beznadziejna i się nie nadajesz, przebimbałaś cały dzień na kanapie – nic nie osiągniesz. Takie myśli sprawiają, że męczymy siebie i nie działamy w żadnym kierunku. No, bo każdy może mieć gorszy dzień, każdy ma prawo do tego, żeby po prostu być zmęczonym, albo zjeść tą czekoladę. Wyrzuty sumienia to jeden z najczęstszych powodów rezygnacji z własnych postanowień. Nasze założenie sprawiają, że chcemy działać idealnie według określonych etapów: krok po kroku. Wszystko powinno być tak jak sobie rozpisaliśmy. Trzeba też w tych planach uwzględnić codzienne życie. Jest ono nieprzewidywalne.

Jak nie mieć wyrzutów sumienia?

Nie wiem, czy da się je wytępić całkowicie. Mnie motywują, ale nie pozwalam im na rozwinięcie się do rozmiarów “beznadziejności.” Po prostu kiedy już wchodzą mi w głowę nieprzychylne myśli, analizuje dlaczego. Uświadamianie siebie i swoich wyborów pomaga w eliminacji robaczka. Dokopanie się głębiej do naszych rzeczywistych potrzeb również. Dlaczego dzisiaj zamiast posprzątać tej cholerny bałagan, te klocki w każdym kącie domu po prostu leże na kanapie i oglądam Netflixa? Bo wiem, że świat się nie zawali, a są takie dni kiedy to jest po prostu potrzebne.

Codzienne zadania można łączyć przez co powstaje czas na to, aby trochę pofolgować, pobawić się z dzieckiem, poczytać książkę. Po prostu żyć. Codzienność nie polega na tym, żeby wracać z pracy do pracy, katować się poziomem czystości w domu, gotować 3 dania każdego dnia, a później żałować i gryźć się, że nie miało się czasu dla siebie, rodziny, albo odwrotnie.

Świadomość zadań do wykonania i ich ewentualne zagrożenia powinny być wpisane w naszą codzienność. Życie bywa przewrotne, a plany czasami zostają pochłaniane przez rzeczy od nas niezależne jak: korki, choroba itp. Nie ma się, co katować i pozwalać wyrzutom sumienia zatruć nasze życie.

Jak radzicie sobie z wyrzutami sumienia?