Cztery wspólne lata pokazały, po jakie rzeczy chętniej sięga Ola, co lubi, co się u nas sprawdza. Prawdą jest, że kobieta to zmienna istota – zauważyłam to dopiero mając córkę 😉 Od malucha do przedszkolaka, pierwsze chwile były tak niedawno, a już minęły 4 lata. Zmiany, weryfikacja drogi wychowawczej, nasze błędy, wyczucie zachowania. Czasami oczekiwania są inne niż rzeczywistość, jedno jest pewne uczymy się siebie wzajemnie cały czas.

Wychodzę z założenia, że przy dużej ilości zabawek dziecko nie bawi się niczym i wszystko je zaczyna nudzić. Widzę to trochę po zachowaniu w okresie poświątecznych. Mamy dużą rodzinę i każdy chce zawsze, co roku obdarować prezentem. Widzę jakie zainteresowanie budzą te rzeczy, kiedy dostaje wszystko praktycznie na raz, w porównaniu do tego gdy jej coś schowam i wyciągnę za miesiąc. Może to dziwne, ale działa. Radość na nowo, zabawa, ekscytacja.

W zabawie liczy się wspólna radość. Wiem, że dziecko powinno zając się sobą, ale jednocześnie wiem, że zabawa, dzielenie się zabawkami daje dużo więcej dlatego staram się to rozgraniczyć. Są dni kiedy Ola potrzebuje towarzysza do zabawy, więc wtedy wszystko inne idzie na drugi plan, a są dni kiedy sama się bawi.

Nasze hity, czyli gry, gadżety, ulubieńcy 4-latki

Gry

Pisałam post o grach dla 4-latki, które polecamy i sprawdzają się u nas cały czas. Doszło do nas kilka kolejnych, ale gra “Skrzaty” jest została tą ulubioną. Gra ma 3 warianty zabawy: złap skrzata, wzory i kolory oraz gdzie jesteś bracie?  

Pierwsza gra polega na tym, że szukamy skrzatów wg cech określonych na karteczkach np. “Znajdź skrzata, który ma coś zielonego.” Oczywiście wygrywa ilość, wiec kto pierwszy ten lepszy. Drugi wariant tej gry polega na szukaniu skrzatów wg. kafelków z wzorami i dopasowaniu ich. Trzecia wersja też dotyczy gry kafelków, ale trzeba znaleźć takich 3 skrzatów z takimi samymi cechami wspólnymi.

Przyjemna gra na spostrzegawczość, rozróżnianie wzorów, liczenie. Bardzo wciąga i zawsze nas rozśmiesza.

Suchościeralne tabliczki do nauki pisania

Kiedy dostaliśmy suchościeralne tabliczki jako prezent urodzinowy myślałam, że to zbyt szybko. Schowałam na półkę, ale nie umknęło Oli więc szybciutko wzięła się za “pisanie.” Nie znamy jeszcze literek oprócz imienia. To niczemu nie przeszkodziło, co mnie zdziwiło, wręcz przeciwnie bardziej przyciągało uwagę i powstawało mnóstwo pytań. Brak znajomości liter nie powstrzymuje przed pisaniem po wykropkowanych kształtach. Jest przy tym dużo frajdy, a poznawanie literek przychodzi w trakcie. Myślę, że tabliczki spełniają swoje zadanie.

Biurko Flisat IKEA

Decyzja o zakupie biurka była jedną z najlepszych w ostatnich miesiącach. Rysowanie, malowanie, zabawy plasteliną zawsze odbywały się przy stole w salonie, albo małym stoliczku, teraz jest mały kącik twórczy i wszystkie tego typu zajęcia wyniosły się właśnie tam. Biurko zgrabne i praktyczne. Rośnie razem z dzieckiem i sami regulujemy jaka wysokość potrzebujemy w danym momencie, a do tego ma opcję na rolkę papieru do rysowania co przy takiej ilości jak u nas sprawdza się bardzo dobrze 🙂

Książeczki

Ostatnio wkradło się do nas kilka nowych książeczek, już nie tylko pozostajemy przy Kici Koci, chociaż ona to chyba nigdy się nie znudzi. Teraz jest na czasie: Florka, Kastor i Krowa Matylda.

R. Jędrzejewska – Wróbel “Florka zapiski ryjówki.” To zbiór codziennych zmagam, marzeń, zajęć przedszkolaka w formie pamiętnika. Ryjówka notuje, dzieli się emocjami, a także tym jak sobie z nimi radzi np. dlaczego nie umie od razu jeździć na rowerze.

L. Klinting “Kastor piecze.” Krótka opowieść o urodzinach Kastora, który razem z Maciusiem upiekli babkę, a później pojawili się goście. Seria o bobrze Kastorze, jego pomysły i rozwiązania wydają się bardzo ciekawe.

A. Steffensmeier “Krowa Matylda i śnieg” to opowieść świąteczna. Matylda roznosi paczki wraz z listonoszem. Jest bardzo zapracowana jak to w okresie przedświątecznym i nagle gubi drogę do domu. Przyjemna, zabawna historia, gościu u nas mimo, że okres świąteczny już za nami.

Szczoteczka elektryczna

Długo biłam się z myślami, czy to już czas na szczoteczkę elektryczna. Minimalny wiek wskazany przez producenta do 3 lata jednak jedna część mnie mówiła, że jeszcze przyjdzie czas. Kiedy znalazła się jako świąteczny prezent nie było odwrotu. Teraz z perspektywy trzech miesięcy widzę znaczą różnicę. Jej ząbki są zdecydowanie w lepszej kondycji, bielsze, zdrowsze i nie trzeba jej już namawiać do mycia.

W jakim wieku są Wasze dzieci? Czym najchętniej się bawią? Co u Was sprawdza się najlepiej?