Szybkie czasy, pęd życia, bieg za własnymi celami sprawia, że coraz częściej szukamy wyciszenia. Poszukujemy opozycji do tego obecnie szybkiego życia. Chcemy zwolnić i poczuć, że jednak nie przecieka nam ono przez palce. Chcemy slow. Tylko czy można żyć slow przy tak wielu projektach? Jak pogodzić to całe bycie slow ze spełnianiem własnych marzeń, realizacją?

Idea slow life jest w Polsce coraz bardziej popularna. Co to w ogóle jest? To po prostu życie w zwolnionym tempie, uważne. Moda na slow fashion, slow coffee, slow time, slow food… i wiele wiele innych slow trwa na całego. Wszystko, co ma za zadanie zwolnić tempo naszego życia jest teraz bardzo rozchwytywane. Powstało wiele książek na temat uważnego życia, które mają na celu przyciągnąć do niego więcej spokoju, wyhamowania. Nie twierdze, że wszystkie są dobre, ale są one potrzebne.

 

Czy można żyć slow w szybkich czasach?

To pytanie od dawna chodziło mi po głowie. Zastanawiałam się nad tą “modą,” bo z jednej strony doskonale rozumiem potrzebę wyciszenia, zwolnienia tempa, ale z drugiej strony chyba nie da się ciągle być w trybie slow. Jak myślicie?

Sama dość często używam wyrażenia slow w różnych kontekstach. Pozwala mi to przełączyć się na nieśpieszny tryb, zatrzymać na moment, być bardziej uważną. To oddzielenie się od tego co muszę, a tego co chce. W swoim tempie. Elementy życia slow są bardzo potrzebne, aby się zresetować. Teraz gdy wszystko jest takie szybkie: samochody, telefony, neony, nawet jedzenie, instant – wyluzowanie i spokój są bardzo potrzebne. Odpoczynek myśli od natłoku i odpoczynek oczu od ekranów.

I dla mnie kwintesencją życia slow jest świadomość własnych potrzeb i harmonii. To życie we własnym tempie. Kiedy potrzebujemy to ciśniemy, realizujemy marzenia, prowadzimy szkolenia, projekty, ale znajdujemy w tym czas na chwile spokoju. Nawet w tych intensywnych dniach, tygodniach umiemy włączyć się na slow i wyluzować. Wystarczą drobnostki. Znalezienie własnego sposobu nie tylko na odpoczynek fizyczny, ale przede wszystkim psychiczny. Czytanie książek, spacer po lesie, beztroska zabawa, kawa na tarasie, medytacja, a przede wszystkim cisza. Bez pośpiechu i biegu, natłoku i bezsensownej paplaniny z tv czy radia.

 

Czy balans istnieje?

Wiele się słyszy o modnym work-life balance – koncepcji odnoszącej się do zarządzania czasem w taki sposób, aby znaleźć równowagę pomiędzy pracą, a życiem rodzinnym. To zahacza w dużym stopniu o slow life, które też “nakazuje:” szukać równowagi w swoim życiu. Krótko mówiąc, czy balans w ogóle istnieje? Zawsze będzie albo więcej pracy, albo więcej przyjemności. Nie jesteśmy wstanie wypośrodkować tego. Poza tym, kiedy chcemy i możemy to robimy wszystko żeby spełnić marzenia, a później cieszymy się i luzujemy przy tym odcinając się od obowiązków. Kiedyś wierzyłam w tę równowagę, dzisiaj doświadczenie pokazuje mi, że balans to nic innego jak życie we własnym tempie, to drobiazgi, które wciskamy w napięty grafik. One sprawiają, że nasze życie zwalnia na trochę. Czujemy harmonię. To stan kiedy jesteśmy szczęśliwi, zregenerowani, spełnieni. Zawalamy nocki, żeby skończyć projekt, jedziemy w delegacje, poświęcamy czas rodzinny aby zając się pasją, a później leżymy na kanapie i popijamy kawkę. To też stan kiedy wpychamy w grafik spacery, zabawę, gry, kino, wyjścia z przyjaciółmi. To dobry stan psychiczny w naszej głowie, relacjach i rozwoju.

 
Slow nadmiarze może szkodzić

Czy rzeczywiście slow life jest taki wspaniały? Świadomość własnych potrzeb i uważność na co dzień w ogólnym rozrachunku dają bardzo pozytywne efekty. Zdrowie, uśmiech, spokój, dobre relacje. Wystarczy niewiele, aby czuć się szczęśliwym i zredukować napięcia. Jest to bardzo potrzebna “moda,” która pozwala się zregenerować, zatrzymać i wyciszyć. Cisza jest chyba najbardziej potrzebna, kiedy cała reszta dookoła aż huczy. Jednak jak wszystko, w nadmiarze może szkodzić. Zatracając się w tym slow świecie zahaczamy o piękny instagram, na którym aż huczy od życia w zwolnionym tempie. Oj tak ten zgubny, ten wciągający. Tak więc: wnętrza, minimalistyczna szafa, zdrowe jedzenie, podróże w piękne miejsca, naturalne kosmetyki, wyciszenie, medytacja na pierwszy rzut oka, wszystko wydaje się bardzo być pozytywne. Takie ładne, dobre, przecież czerpiemy z tego inspirację i motywację, zwalniamy tempo. Tylko czy aby nie zapędzamy się w kozi róg próbując dorównać innym? To też prowadzi do zgubnego perfekcjonizmu, który niestety nie jest już taki fajny. Kiedy okazuje się, że jednak nie potrafimy żyć w tych sztywnych ramach, wyznaczonych trendach spada nasze zadowolenie, pojawia się depresja, powątpiewanie we własne możliwości.

5 lekcji na 30 urodziny

 

Można żyć slow w pędzącym niczym pendolino życiu. To wszystko kwestia naszego wyboru i psychicznego samopoczucia. To subiektywne uczucie, tak jak równowaga. Szukajmy tego, co dobre dla nas. Nie katujmy się zjedzonym cukierkiem na mieście, nieskończonym projektem. Pozwalajmy sobie na wypełniony grafik, pracę, ale zaraz wracając do tego, co dla nas ważne, znajdujmy chwile na odpoczynek, rodzinę, beztroskę. Umiejmy być slow na własnych zasadach. Szukajmy swojego balansu czyli swojego tempa, aby w życiu był czas i na pracę i na rozwój i przede wszystkim dla rodziny i siebie.

Czym jest dla Was balans? Wchodzicie w tryb slow?